Napędzeni dwoma zwycięstwami z rzędu Łodzianie chcieli iść za ciosem i grają przed własną publicznością z drużyną ze strefy spadkowej odnieść kolejną pewną wygraną. Bardzo długo ten plan układał się po myśli biało-czerwono-białych, bo szybko objęte prowadzenie z czasem jedynie rosło i niewiele wskazywało na to, że ŁKS Coolpack Łódź może być jakkolwiek zagrożony.
Tym bardziej, że w trzeciej kwarcie meczu Łodzianie wrzucili wyższy bieg i odskoczyli swoim rywalom na dwucyfrową różnicę punktów. W szczytowym momencie, tuż przed końcem odsłony, ta wyniosła już trzynaście „oczek”. Trudno wytłumaczyć więc to, co stało się w końcowych dziesięciu minutach gry.
Podopieczni Tane Spasewa po prostu… stanęli w miejscu. Katowiczanie robili co chcieli i całkiem szybko zniwelowali straty do dwóch punktów, w czym mocno pomogła bierność ŁKS Coolpack Łódź. Kiedy ełkaesiacy odpowiedzieli dwoma koszami, znów przestali punktować, co było jak woda na młyn dla przyjezdnych. Tuż przed samym końcem Miners Katowice przejęło kontrolę nad meczem, który kilka chwil później padł ich łupem.
ŁKS Coolpack Łódź – Miners Katowice 86:88 (30:25, 23:23, 19:13, 14:27)
