Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin

Dzięki determinacji lekarzy ze szpitala Kopernika w Łodzi udało się przywrócić do życia 38-letniego mężczyznę, którego serce nie biło przez blisko 11 godzin. Pacjent trafił do placówki w stanie skrajnej hipotermii, ale obecnie wraca do pełni sił.

Łódź. Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin
Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin / fot. Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego
4 zdjęcia
Łódź. Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin
Łódź. Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin
Łódź. Cud w Szpitalu Kopernika w Łodzi! Uratowano pacjenta, którego serce nie biło przez 11 godzin
ZOBACZ
ZDJĘCIA (4)

Mężczyzna został znaleziony w stanie głębokiego wychłodzenia – temperatura jego ciała spadła do krytycznego poziomu około 22 stopni Celsjusza. Gdy trafił na oddział w Szpitalu Kopernika w Łodzi, jego parametry życiowe były niewyczuwalne, a serce przestało pracować. W większości przypadków oznaczałoby to stwierdzenie zgonu, jednak lekarze z postanowili wykorzystać ostatnią szansę, jaką daje aparatura ECMO.

Urządzenie to pełni funkcję zewnętrznego serca i płuc. Przez niemal pół doby maszyna pompowała i natleniała krew pacjenta, pozwalając lekarzom na powolne i bezpieczne podnoszenie temperatury jego organizmu. Dopiero po 11 godzinach od momentu zatrzymania krążenia, gdy ciało osiągnęło odpowiednią ciepłotę, serce 38-latka ponownie zaczęło samodzielnie bić.

Najbardziej zdumiewający jest fakt, że mimo tak długiego czasu bez własnego tętna, u pacjenta nie doszło do żadnych uszkodzeń neurologicznych. Mężczyzna jest w pełnym kontakcie logicznym, samodzielnie oddycha i przechodzi rehabilitację. Specjaliści podkreślają, że to nie tylko triumf technologii, ale przede wszystkim dowód na to, że o życie zawsze warto walczyć do samego końca. To jeden z nielicznych takich przypadków w historii polskiej kardiochirurgii.

ZOBACZ TAKŻE