Słowo „stabilizacja” jest w sporcie odmieniane przez wszystkie przypadki. Wydaje się, że właśnie tego elementu brakuje w futsalowej sekcji Widzewa Łódź. Od początku ekstraklasowej przygody zespołu Marcina Stanisławskiego przez parkiet Hali Parkowej przewinęło się kilkudziesięciu graczy. Zdecydowana większość grała na wysokim poziomie przez cały sezon i bez względu na prezentowaną formę odchodziła. Nie było to nic nadzwyczajnego. Widzew Łódź jako klub młody, który operuje dość ograniczonym budżetem, miał problemy z odpowiednim skautingiem oraz utrzymywaniem najlepszych graczy w zespole.
Sytuacja się jednak zmieniła. Klub nie jest już nowicjuszem, a zasobność portfela wzrosła. Zatem jeżeli Łodzianie chcą grać o coś więcej niż przetrwanie, nie mogą pozwolić sobie na kolejną rewolucję. Trzon zespołu musi pozostać, a zawodnicy tacy jak Hula, Ortiz, Rybitskyi czy Moreno muszą stanowić fundament, na którym oprze się drużyna. Mimo że sezon jest dopiero w połowie, to pracę biurową już trzeba wykonać.
