Przed meczem można zapowiadało się ciekawe starcie. Choć oba zespoły walczą w tym sezonie o inne cele, to trzy punkty przydałyby się po obu ekipom. FC Toruń walczy o strefę play-off, zaś Łodzianie chcą utrzymać się w lidze.
Przez długi czas mecz faktycznie mógł się podobać, bo zobaczyliśmy otwarte i dynamiczne widowisko, ale wciąż brakowało tylko jednego – bramek. Ponad dziewięćdziesiąt strzałów oddanych łącznie przez oba zespoły przez długi czas nie wystarczyło do znalezienia drogi do bramki.
Szalona końcówka
Kiedy widmo bezbramkowego remisu wydawało się coraz bardziej prawdopodobne, o emocje zadbał Sebastián Bačo. Zawodnik Widzewa skorzystał z błędu rywali i niepilnowany oddał strzał z bliskiej pozycji. Niemalże bliźniaczym trafieniem chwilę później odpowiedział Remigiusz Spychalski i tablica wyników wskazała remis.
O tym, jaka była to końcówka najlepiej świadczą ostatnie sekundy. Widzewiacy mogli na 33 sekundy przed końcem wyjść na prowadzenie, ale nie wykorzystali rzutu karnego. Dwanaście sekund później prowadzili już goście, ale ostatni cios zadał Widzew – na trzy sekundy przed końcem wynik meczu ustalił Dmytro Rybitskyi.
Widzew Łódź – FC Reiter Toruń 2:2 (0:0)
Bramki: Bačo 37’, Rybitskyi 40’ – Spychalski 40’, 40’
