– Jestem wędkarzem z krwi i kości – mówi z uśmiechem 42-letni Jakub Dziki, który wędkuje od szóstego roku życia. – Długo byłem pod opieką dziadków, gdzie był staw i zostałem zarażony tą pasją, która towarzyszy mi do tej pory.
Kuba przyznaje, że w jego domu wędkarstwo nie kończy się na samym łowieniu: – W mojej rodzinie wędkarstwo zawsze było czymś więcej niż hobby, dlatego z czasem poczułem potrzebę zrobienia czegoś własnego – mówi.
Z doświadczenia nad wodą i codziennych obserwacji narodził się pomysł produkowania własnych przynęt. Najpierw powstawały pojedyncze modele testowane podczas wypraw, później całe serie. To, co zaczęło się w przydomowej pracowni, szybko wyszło poza etap prób. Dziś jest to regularna działalność gospodarcza funkcjonująca pod marką Wild Fish.
Przynęty, które czynią cuda
Wild Fish jest dla Jakuba czymś osobistym. – Zawsze chciałem mieć coś swojego, własnego, niewyuczonego przez innych – podkreśla.
Do tworzenia własnych przynęt dojrzewał długo. Pierwsze próby rozpoczął od formy kupionej od kolegi i plastizolu (płynnego tworzywa sztucznego używanego do produkcji miękkich przynęt wędkarskich), który przez wiele miesięcy czekał na właściwy moment. – W końcu stwierdziłem, że trzeba spróbować – dodaje Jakub.
Nauka odlewu wymagała cierpliwości i dokładności, bo każda niedoskonałość wpływała na jakość przynęty. Dziś skala pracy Jakuba jest zupełnie inna, zwłaszcza przed targami. Jak przyznaje, w okresach największego zapotrzebowania potrafi wykonać nawet do tysiąca przynęt dziennie.
Targi traktuje nie tylko jako miejsce sprzedaży, ale przede wszystkim okazję do bezpośrednich spotkań z innymi pasjonatami wędkarstwa. – Kontakt z ludźmi daje najwięcej – podkreśla Jakub. Największą satysfakcję przynoszą mu jednak historie znad wody. – Dostaję mnóstwo zdjęć i wiadomości od klientów – dodaje.
Opowieści o rybach złowionych już w pierwszych rzutach są dla niego najlepszym potwierdzeniem, że jego praca ma sens.
Kolor ma znaczenie
Choć wielu wędkarzy szuka prostych recept, Jakub jasno zaznacza, że takich uniwersalnych zasad nie ma. – Kolory nigdy nie zostały do końca rozszyfrowane – mówi. – Ryby nie zdradzają swoich preferencji, a ich zachowanie potrafi zmieniać się z dnia na dzień. Potrafią sobie upodobać jednego dnia tylko jeden jedyny kolor. Bywa, że jest to perłowa przynęta z niebieskim grzbietem, innym razem seledyn, pomarańcz albo zupełnie niepozorny odcień, który z wyglądu niewiele obiecuje.
W pracy nad przynętami Jakub kieruje się czterema podstawowymi zasadami. – Liczy się kształt, praca przynęty w wodzie, kolorystyka i wielkość – wylicza. Różne gatunki ryb wymagają innych rozwiązań, a ich reakcje potrafią zmieniać się bardzo szybko. Najbardziej kapryśny bywa okoń, zdarza się, że zmienia swoje upodobania w ciągu dwóch godzin.
Z tego powodu każda przynęta wymaga wielokrotnego testowania. – Dużo modeli rozsyłam testerom, współpracuję też z zawodnikami Grand Prix Polski – dodaje Jakub. To ich uwagi pozwalają dopracować szczegóły, które później decydują o skuteczności nad wodą.
- ZOBACZ TAKŻE: Karolina Treler-Ciupińska z Łodzi maluje bez schematów. Poznaj jej własny świat sztuki
Skandynawia na horyzoncie
Jakub rozpoczyna nową przygodę jako przewodnik wędkarski w Skandynawii, gdzie często wyjeżdżał na własne zagraniczne wyprawy. Od 2026 roku wiosną i jesienią wyruszy na dwa i pół miesiąca do środkowej Szwecji, by uczyć wędkowania.
– Pracujemy z małymi ekipami, żeby było bezpiecznie i komfortowo. Uczestnicy wyjazdów mają zapewnioną bazę na miejscu oraz opiekę przewodnika. Pokazujemy, gdzie i jak łowić, na jakie przynęty i z jaką gramaturą – dodaje z entuzjazmem.
Święty Graal spinningu
Spinning to metoda wędkarska polegająca na aktywnym prowadzeniu sztucznej przynęty i ciągłym poszukiwaniu ryby. Wymaga refleksu, precyzji i dobrej techniki. Jednym z największych wyzwań w spinningu jest łowienie sandacza – to ryba trudna do złapania, reagująca bardzo szybko i wymagająca doświadczenia. W minionym sezonie na przynęty marki Wild Fish złowiono wiele okazów tego gatunku.
