Neony na Piotrkowskiej, murale w Łodzi – te realizacje wciąż intrygują!

Część mieszkańców Łodzi pamięta jeszcze miasto skąpane w blasku neonów, a niektóre z wymalowanych na ścianach wielkoformatowych reklam przetrwały do dziś. Które z nich kojarzycie? Zapraszamy na podróż przez ich historię!

fot. LODZ.PL
Dawniej Łódź była wręcz skąpana w świetle neonów
7 zdjęć
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
ZOBACZ
ZDJĘCIA (7)

Starsi mieszkańcy naszego miasta pamiętają ul. Piotrkowską skąpaną w blasku kolorowych neonów. Z kolei na ścianach szczytowych kamienic i bloków malowano wielobarwne reklamy, mające w zasadzie na celu bardziej podnieść walory estetyczne okolicy, niż zachęcać do zakupu danego produktu. Z jakiego powodu te realizacje wciąż intrygują?

Neonowa Piotrkowska

Chociaż kilka łódzkich neonów, z niewielkimi modyfikacjami, przetrwało II wojnę światową, to jednak czas na rozwój reklamy świetlnej przyszedł dopiero w 1955 r., kiedy to w grudniu 30 sklepów miało otrzymać nowe neony. Prawdziwy przełom przyniosła dopiero pierwsza połowa lat 60. XX w., kiedy to neony zaczęto na potęgę instalować nad sklepami i punktami usługowymi. Opracowano nawet plan „neonizacji” ul. Piotrkowskiej rozpisany na lata 1964–1965 i kolejne. Dzięki temu (a jak twierdzą złośliwi – tak czy owak) niemal na każdej kamienicy przy reprezentacyjnej ulicy Łodzi pojawił się neon albo dwa i więcej. Bardziej nieśmiało na ściany wkraczały wielkoformatowe reklamy malowane na budynkach. Jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą w ogóle, była reklama Państwowego Przedsiębiorstwa Krawiecko-Kuśnierskiego zrealizowana w 1956 r. na budynku przy ul. Piotrkowskiej 73 (wyburzono go dla poszerzenia alei ZMP, dziś pasaż im. Rubinsteina). W kolejnych latach nieśmiało pojawiały się następne reklamy cechujące się dużą dosłownością przekazu – często malowano całą gamę produktów oferowanych przez dany sklep.

Pomimo swoich kapitalistycznych korzeni reklama wizualna znakomicie rozwijała się w ramach gospodarki sterowanej centralnie. Duży nacisk kładziono na estetykę realizacji i walory w przestrzeni miejskiej. Żaden projekt nie mógł być zrealizowany bez akceptacji komisji artystycznej, a później – plastyka miasta. Projektanci neonów tworzyli coraz ciekawsze kompozycje. Stopniowo odchodzono od rur neonowych na siatce lub montowanych bezpośrednio na elewacji. Wdrażano podkłady literowe poprawiające czytelność neonów w dzień, eksperymentowano z prowadzeniem rury neonowej wewnątrz konstrukcji, wprowadzano neony sekwencyjne (animowane). Twórcy reklam malowanych odchodzili od dosłowności na rzecz pewnej aluzji do danego produktu (mogły to być np. zwoje w przypadku reklamy fabryki dywanów czy wzory tkanin wychwalające produkty dziewiarskie dostępne w sklepach handlu uspołecznionego).

Neon dźwignią reklamy

W owym czasie powstało wiele reklam neonowych, które pamiętamy do dziś. Z tych najważniejszych nie sposób nie wspomnieć neonowej pary, która „ubierała” się na elewacji DH „Central”, siłacza podnoszącego sztangę (ul. Piotrkowska), bucików „wędrujących” po elewacji „Domu Buta” (tamże, róg ul. Tuwima) czy „biegającej” postaci nad wejściem do „Teofila” (ul. Aleksandrowska). Animowanych reklam było jeszcze sporo, ale bodajże jedynym ruchomym neonem był ten nad wejściem do Delikatesów PSS „Społem” na rogu ul. Piotrkowskiej i ul. Więckowskiego. Silnik elektryczny, wymontowany z pralki „Frania”, obracał konstrukcją wysoką na kilka metrów.

W związku z rozwojem układu drogowego w Łodzi pojawiło się wiele ścian szczytowych maskowanych reklamami towarów i usług, które tak naprawdę tej reklamy w ogóle nie potrzebowały – tak czy owak kupiono by je w odgórnie ustalonej cenie. Na ścianach spotkać więc można było zarówno marynarza Baltony, jak i motyla Peweksu czy monumentalną kurę (Legionów/Gdańska) lub olbrzymią futbolówkę (Zachodnia/Legionów).

Problemy techniczne 

Nic jednak nie trwa wiecznie, a chociaż kampanie reklamowe planowano na lata i dłużej, to problemy zaczęły się pojawiać dosyć szybko. Neony wymagały stałego serwisowania, uszkodzone rurki bądź całe litery należało szybko wymieniać, aby uniknąć błędów w przekazie (niektóre awarie napisów neonowych do dziś krążą w dowcipach). Neony animowane sterowane były urządzeniami włączającymi lub wyłączającymi dany obwód (fazę animacji), które to powodowały zakłócenia w odbiorze sygnału telewizyjnego i radiowego. Urządzenia takie potrafiły się również zepsuć, przez co neon zamierał. Część neonów pozostawała bezpańska po zmianie właściciela sklepu i niszczała. Reklamę malowaną krytykowano głównie za jej nietrwałość i nieadekwatność w stosunku do potrzeb. Krytycy złośliwie nazywali te realizacje „muralami” i powątpiewali w skuteczność tej formy reklamy. Nic dziwnego, funkcja informacyjna zepchnięta była na margines (często dosłownie), a większą część ściany zajmowała wielobarwna kompozycja, często niezwiązana już bezpośrednio z reklamowanym produktem.

Przemysł neonowy jednak dalej kręcił się w Łodzi, bowiem reklam świetlnych było ok. 600, a część produkcji szła na uzupełnienie usterek. „Neonizacja” jednak hamowała, nie wszędzie neony były potrzebne, a niekiedy były słabo widoczne z poziomu przechodnia. Czasy się zmieniały, pojawiły się „przejściowe braki w zaopatrzeniu”, zdarzyć się mogło, że nad sklepem wisiał neon „masło”, a masła… nie było. Twórcy reklam malowanych też nie chcieli drażnić opinii publicznej wizerunkami produktów, które były niedostępne, wobec tego w kolejnych realizacjach mniej lub bardziej przemycali sztukę własną albo aktualne trendy w grafice. Upowszechniła się koncepcja miasta jako wielkiej galerii, w której łódzcy artyści plastycy prezentowali swoje działa szerokim masom odbiorców. Było to w swojej wymowie prorocze.

Miasto-galeria

W ciągu kilku ostatnich dekad street-art (dosłownie „sztuka ulicy”) od działalności początkowo nielegalnej stał się sztuką w pełni oficjalną. Twórcy graffiti porzucili spontaniczne działania, często pod osłoną nocy, na rzecz większych, oficjalnych projektów, nawet komercyjnych. Niejako z automatu w Łodzi podchwycono wcześniejszą ideę miasta jako galerii. Z inicjatywy Fundacji Urban Forms powstało w Łodzi wiele murali wykonywanych przez twórców z całego świata. W kolejnej fazie inspiracją naściennych malowideł stały się obrazy zgromadzone w łódzkich muzeach, znane postaci historyczne czy grupy społeczne. Dzięki działalności Łódzkiego Centrum Wydarzeń miasto wzbogaciło się o kolejne realizacje ścienne, a ponadto uzmysłowiono wszystkim, jak wdzięcznym tworzywem jest rurka neonowa, której charakterystyczny blask nadaje niepowtarzalny klimat realizacjom plastycznym. Wspomnieć tu należy neon „Beauty/ Bałuty” zaprojektowany przez Daniela Tworskiego (pseudonim artystyczny „Gouda”), świetlną mewę na kominie dawnej Fabryki Przyborów Tkackich i Maszyn Henryka Wagnera, zaprojektowaną przez Marcelo Zammenhoffa, oraz Jessicę Rossolini (obie realizacje z 2021 r.) czy tegoroczne dzieło Marcelo Zammenhoffa – neonowe nawiązanie do fraszki Jana Sztaudyngera (przy ul. Żwirki – naprzeciwko kamienicy, w której ów poeta zamieszkiwał).

ZOBACZ TAKŻE