Trener Aleksandar Vuković zdecydował się zagrać podobnym ustawieniem jakie oglądaliśmy w Katowicach. Pierwsze kilka akcji Widzewa Łódź wyglądało całkiem nieźle, ale Lech Poznań dość szybko przejął inicjatywę i co chwila zagrażał bramce Veliko Ilicia. W 28. minucie Kolejorz otworzył wynik. Timothy Ouma fantastycznie podał do Gilskiego Thordarsona, a ten atomowym strzałem trafił do siatki. Mocno zamieszany w tego gola był Steve Kapuadi. Widzew Łódź nie złożył broni. Z szybką kontrą prawą stroną popędził prawą stroną Marcel Krajewski. Wpadł w pole karne i płasko dograł do Frana Alvareza, a Hiszpan wyrównał stan gry. Łodzianie złapali wiatr w żagle, ale do końca pierwszej części gry nie dali rady zdobyć drugiej bramki.
Kornvig za trzy
Po zmianie stron Widzew Łódź mocno ruszył do przodu. Wysoki pressing bardzo szybko się opłacił. W 52. minucie Sebastian Bergier dogrywał w pole karne, piłka odbiła się od Mateusza Skrzypczaka i wpadła pod nogi Emila Kornviga. Duńczyk huknął, jak z armaty i pokonał Bartosza Mrozka. Lech Poznań po tym golu posłał na plac gry wszystko co ma najlepsze – Ishaka i Golizadeha. Kolejorz zepchnął gospodarzy do głębokiej defensywy. Jednak Łodzianie wytrwali, długo cierpieli, ale finalnie przyniosło to upragnione trzy punkty.
Widzew Łódź 2:1 Lech Poznań (28' Thordarson ; 34' Alvarez, 52' Kornvig)
Ilić – Kapuadi, Wiśniewski, Żyro – Cheng, Shehu, Lerager, Krajewski (81’ Selahi) – Alvarez (62’ Fornalczyk), Kornvig (73’ Baena) – Bergier (62’ Zeqiri)
