Dramat kobiety zaczął się rano, 20 stycznia 2026 roku, około godziny 9:00. Podczas korzystania z windy w biurowcu w rejonie ul. Zbąszyńskiej i Grudziądzkiej na Bałutach w Łodzi doszło do awarii. Łodzianka nie miała przy sobie telefonu, a przycisk alarmowy w windzie nie zadziałał. Kobieta została uwięziona w całkowitej izolacji.
- ZOBACZ TAKŻE: Spotkania o Kolei Dużych Prędkości. Dowiedz się więcej o pracach na Retkini i Karolewie
Dopiero przed północą były mąż kobiety, zaniepokojony brakiem kontaktu, zgłosił zaginięcie. Policjanci z II Komisariatu Policji w Łodzi zareagowali natychmiast. Po pierwsze namierzyli telefon kobiety, który logował się w miejscu jej pracy. Następnie, pojechali pod wskazany adres i przez szybę biura zauważyli leżący na stole telefon. Na szczęście podczas sprawdzania budynku usłyszeli krzyki dobiegające z szybu windy. Na miejsce wezwano straż pożarną, która pomogła otworzyć zablokowane drzwi.
Horror ze szczęśliwym zakończeniem
Po dziesięciu godzinach grozy, około 1:00 w nocy, kobieta została uwolniona. Choć była wyczerpana i przerażona, nie wymagała interwencji medycznej. Wdzięczna za uratowanie życia, 47-latnia Łodzianka wysłała mailowe podziękowania do Komendanta Miejskiego Policji, podkreślając profesjonalizm i upór funkcjonariuszy z Bałut.
