Introligator z ul. Sienkiewicza. Marek Gabryś stare książki ratuje od 45 lat [ZDJĘCIA]

Marek Gabryś jest mistrzem introligatorstwa i oprawą książek zajmuje się od 45 lat. Od dzieciństwa uwielbiał czytać, zapisany był do trzech bibliotek. Kiedy poszedł do introligatora oprawić swoją pracę napisaną w szkole średniej, zachwycił się zawodem i… tak już mu zostało.

fot. Paweł Łacheta
Marek Gabryś prowadzi pracownię introligatorską przy ul. Sienkiewicza 38
10 фотоs
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
ДИВІТЬСЯ
ФОТО (10)

Marek Gabryś pracownię introligatorską przy ul. Sienkiewicza 38 założył 15 lat temu. Wcześniej pracował w Łodzi w trzech innych lokalizacjach. A przygodę z zawodem zaczynał w zakładzie swojej teściowej.

– Kiedy usłyszałem od promotorki pracy w szkole średniej, że takich luźnych kartek prosto z maszyny do pisania to ona nie przyjmie i że praca musi być oprawiona, najpierw nie wiedziałem, co to w ogóle znaczy – wspomina Marek Gabryś. – Na szczęście kiedy moja dziewczyna o tym usłyszała, zaprowadziła mnie do pracowni swojej mamy, która była właśnie introligatorem.

Tak się zaczęła pasja Marka Gabrysia. Przez kilka lat praktykował u przyszłej teściowej. Już w 1977 r. wpisany był na listę rzemieślników. Papiery czeladnika i tytuł mistrza zdobył kilka lat później w 1986 r.

– Egzaminy pamiętam do tej pory, a album, książkę i biuwar na biurko mam tutaj w pracowni – opowiada mistrz introligatorstwa.

W latach 70. zakładów introligatorskich w Łodzi było ponad 50. Po 89. roku liczba ta bardzo szybko topniała.

– Miałem wtedy swoją pracownię na placu Barlickiego. Wokół mnie było jeszcze pięć czy sześć takich zakładów. W ciągu dwóch lat zrezygnowali wszyscy, zostałem sam na tym terenie – wspomina Marek Gabryś.

Nieśmiertelne egzemplarze

Zawód introligatora jest coraz rzadziej spotykany. Ale to właśnie książki, które wychodzą spod ręki mistrzów takich, jak Marek Gabryś, mogą stać na półkach latami. Mimo upływu lat są w doskonałym stanie. Klienci często przychodzą właśnie z takimi kilkudziesięcioletnimi lub nawet starszymi egzemplarzami. 

– Miałem książki z XVIII i XIX wieku. Nieraz w fatalnym stanie, w całkowitej rozsypce. Kartka po kartce musiałem odnawiać, doklejać taki specjalny papier, który będzie zabezpieczał strony, szyć je, a na koniec oprawiać w nową oprawkę, na przykład skórzaną – wylicza introligator.

Praca nad jedną książką, która jest bardzo zniszczona, trwa nawet kilka tygodni. Cała robota odbywa się ręcznie. I oprócz materiałów takich jak papier, nici, skóra czy płótno, na oprawę najbardziej potrzebne i przydatne w tej pracy są sprawne dłonie.

– Tutaj trzeba mieć zdolności manualne i cierpliwość. Bez tego ani rusz – przyznaje Marek Gabryś. 

Dziś klienci przychodzą ze starymi egzemplarzami książek, do których mają sentyment, które otrzymali od rodziców lub dziadków i chcą zostawić je dla swoich potomnych. Kiedyś książki były oprawiane u introligatora także w innym celu.

– W latach 70. i 80. wszyscy mieli jednakowe meble. Każdy miał taką samą meblościankę w domu. Ludzie przychodzili z książkami i oprawiali je w różne oprawki z pięknymi literami, po to, żeby te grzbiety książek zdobiły i wyróżniały jednakowe pokoje – wspomina początki swojej pracy Marek Gabryś. 

Niezależnie od powodów, dla których przynoszą swoje pamiątki klienci, u mistrza introligatorstwa nie ma miejsca na pośpiech i bylejakość. A każda z książek traktowana jest z dużą pieczołowitością. 

ДИВІТЬСЯ ТАКОЖ