Marta Zdanowska już dawno przeczuwała, że jej miejsce będzie blisko słów, książek i opowieści. Studiowała filologię polską, przez pewien czas także kulturoznawstwo, a dziś swoją pasję przekłada na konkretne działania.
– Pracuję w Domu Literatury w Łodzi. Tam prowadzę dyskusyjny klub książki, spotkania i warsztaty literackie – wymienia Marta.
Jest związana również z dwiema ważnymi nagrodami – pełni funkcję sekretarza Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima oraz Nagrody Translatorskiej im. Ireny Tuwim. Drugą przestrzenią, równie istotną, stała się dla niej herstoria, czyli opowiadanie historii z perspektywy kobiet.
– Nie chodzi tutaj o dzielenie kobiet i mężczyzn, ale o docenienie tego, co kobiety wniosły do historii Łodzi i Polski – podkreśla.
Szlak, który przywraca pamięć
Łódzki Szlak Kobiet, współtworzony przez Martę Zdanowską, zaczął się od potrzeby opowiedzenia miasta inaczej.
– Nasze działanie naturalnie wykiełkowało z chęci bliższego poznania historii Łodzi – mówi, wspominając początki w środowisku Świetlicy Krytyki Politycznej.
Fundacja działa od 8 lat. Wbrew sloganom, przez długi czas rzadko mówiono o kobietach w sposób konkretny i pogłębiony.
– Łódź jest kobietą, ale przez wiele lat wymieniano co najwyżej trzy związane z miastem kobiety, a mamy ich ogrom – podkreśla Marta. – Wiele z nich pracowało w edukacji, kulturze, działało społecznie, było lekarkami, nauczycielkami, aktorkami. Część zginęła w mroku dziejów, jak np. Maryla Biedermann, rewolucjonistka Józefa Bariaszowa czy poetka i inspektorka fabryczna Maria Przedborska – wymienia. – Co symptomatyczne, mamy dziś w Łodzi Aleję Włókniarzy, a nie Włókniarek, choć to właśnie kobiety w ogromnej mierze budowały to miasto – dodaje.
- ZOBACZ TAKŻE: Seniorzy z Łodzi nie wiedzą, co to nuda! TOP 10 atrakcji, zniżek i zajęć [PRZEWODNIK]
Historia opowiadana głosem kobiet
Marta podkreśla, że spacery Łódzkiego Szlaku Kobiet to nie tylko opowieści przewodniczki, ale także żywa wymiana pamięci.
– Na spacerach poświęconych włókniarkom zazwyczaj uczestnicy dodają coś od siebie – mówi. Dzięki temu miasto zaczyna mówić wieloma głosami, a historia przestaje być abstrakcyjna. – Często są to informacje, których nie znajdzie się w książkach, ale ktoś pamięta je z własnego życia albo z opowieści rodzinnych – tłumaczy.
Ta osobista perspektywa jest dla Marty szczególnie ważna, ponieważ jej własna historia rodzinna splata się z dziejami Łodzi.
– Moja babcia była włókniarką w fabryce Biedermanna i w czasie wojny trafiła na roboty przymusowe do Niemiec, z których uciekła – opowiada.
Po powrocie do miasta została uwięziona przy ul. Gdańskiej. W tym samym czasie w tym samym więzieniu przetrzymywano działaczkę podziemia Marylę Biedermann.
– Pomyślałam, że to jest właśnie moment, w którym historia rodzinna łączy się z wielką historią wojny – mówi Marta.
I właśnie o to chodzi w Łódzkim Szlaku Kobiet – żeby pokazać, że „historie małych ludzi tworzą wielką historię”, a losy Łodzianek zapisane są nie tylko w archiwach, ale też w pamięci rodzin i murach miasta.
Drugie oblicze miasta
Podczas spacerów Łódzkiego Szlaku Kobiet miasto pokazuje swoje drugie, mniej oczywiste oblicze. Znane ulice kryją historie m.in. dawnych izb porodowych dla najbiedniejszych Łodzianek, miejsc leczenia wstydliwych chorób oraz domów, w których pracowały położne odbierające porody przez całe pokolenia. To właśnie takie ślady codziennego życia kobiet sprawiają, że miasto zaczyna opowiadać swoją historię od nowa, z zupełnie innej perspektywy.
