– Markę Poplecione tworzę od siedmiu lat. Jestem i pomysłem, i wykonaniem, i zapleczem organizacyjnym – mówi Monika Marcinkowska.
Talent i inspiracja
Rękodzieło towarzyszyło jej od zawsze. W rodzinie Moniki talent manualny był czymś naturalnym, dziadek, mama i ciocia zajmowali się pracami ręcznymi. Monika już jako dziecko potrafiła godzinami malować lub szyć ubrania dla lalek. Zanim powstało Poplecione, przez dziesięć lat pracowała na etacie w firmie modowej jako fotografka i menadżerka sklepu internetowego. Makramę odkryła przypadkiem, szukając dekoracji do własnego mieszkania. Inspiracje znalazła w zagranicznych realizacjach, a brak form, które odpowiadałyby jej estetyce, stał się impulsem do działania. – Postanowiłam nauczyć się pleść sama i stworzyć makramę dokładnie taką, jakiej chciałam – wspomina. Gdy ściany w mieszkaniu zaczęły się zapełniać kolejnymi plecionkami, pojawił się pomysł, by pokazać je innym. Tak powstało konto na Instagramie, a potem nastąpił efekt kuli śnieżnej i pojawiały się zamówienia.
Plecionki bez schematu
Proces twórczy Moniki nie przebiega według jednego wzoru. Czasem pomysł dojrzewa w głowie i wymaga natychmiastowej realizacji, innym razem punktem wyjścia jest wnętrze i oczekiwania klientki. – Każdy projekt jest inny i każdy wymaga osobnego podejścia – podkreśla. Kluczowe znaczenie mają materiały. Makramy Moniki powstają wyłącznie z naturalnych surowców i są zawieszane na bukowych gałęziach, zbieranych w naturze i ręcznie obrabianych. – Dzięki temu nawet przy tym samym wzorze nie ma dwóch identycznych prac – zaznacza.
>>Dalsza część artykułu znajduje się poniżej<<
