Urodziła się i wychowała w Łodzi, a sztuka towarzyszyła jej od najmłodszych lat. – Moja mama marzyła o szkole plastycznej, ale czasy były trudne. To marzenie spełniło się w jej dzieciach – opowiada Jolanta Kalinowska, która ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych, a następnie łódzką Akademię Sztuk Pięknych. – Już w podstawówce nauczycielka dostrzegła mój talent. Sztuka zawsze była obecna w moim domu.
Jej przygoda ze światem mody zaczęła się spontanicznie. – Mama nie chciała uszyć mi spodni według mojego pomysłu, więc zrobiłam to sama – mówi z uśmiechem. – Potem szyłam już wszystko dla siebie. Na studiach wraz z koleżanką kupiłyśmy dzianinę i uszyłyśmy ubiory. Namalowałam na nich pejzaże, a potem autostopem pojechałyśmy do Zakopanego, by je sprzedać. Ludziom się to spodobało! Brat namówił mnie do malowania obrazów. Malowałam na jedwabiu. Z czasem wróciłam do tego, co kocham najbardziej, czyli do projektowania ubioru – mówi.
Dziś prowadzi własną markę, a jej ręcznie malowana odzież emanuje radością i energią. – Mam misję: chcę, by ludzie się uśmiechali. Na świecie jest wystarczająco dużo smutku – podkreśla.