Zimą oraz podczas remontów ulic w Łodzi spod asfaltu „wychodzą” stare bruki. W PRL zalewano je asfaltem słabej jakości, który kruszył się przy przymrozkach. Bez zaskoczeń, okazało się się, że budowa dróg z polnego kamienia nie była dobrym rozwiązaniem, a na pewno nie w okresie długoterminowym.
Wszędzie bruki przedstawiają tyle wybojów, że przejeżdżający skazany jest na prawdziwą torturę. Wobec szalonego ruchu kołowego, miasto nie może nastarczyć ciągłym naprawom, a mieszkańcy słusznie skarżą się na zmarnowanie koni, psucie wozów na ulicach. Ponieważ do psucia bruków przyczyniają się głównie ładowane wozy przewożące ciężary, a restauracya bruków pochłania corocznie znaczne sumy, wypadałoby właścicieli takich wozów obłożyć odpowiednim podatkiem – Dziennik Łódzki, 8 listopada 1889 roku.
W śródmieściu wystarczy jedna większa ulewa, by bruki były całkowicie podmyte i wypłynęły, a choć naprawia się to niezwłocznie, to jednak tak powierzchownie, że po upływie kilku tygodni tworzą się znów dziury i wyrwy – informowała Republika 8 lipca 1927 roku.
Łódź kiedyś drewniana, a dziś murowana
W Łodzi ulice brukowano nie tylko polnymi kamieniami, kostką granitową, lecz także… kostką drewnianą. Do wybuchu I wojny światowej drewnianą nawierzchnię ułożono na betonowym podłożu aż na 18 ulicach. Na Piotrkowskiej bruk drewniany pojawił się na odcinku od Placu Wolności do ulicy Głównej (obecnie Al. Mickiewicza). Ciężkie konne wozy poruszające się po wąskich, śródmiejskich ulicach powodowały nieznośny hałas, szczególnie uciążliwy dla mieszkańców. Aby poprawić warunki życia, zdecydowano się na zastosowanie drewnianej nawierzchni, która skutecznie tłumiła stukot końskich kopyt oraz stalowych obręczy kół.
Bruki drewniane, choć mniej trwałe, były tańsze w utrzymaniu niż nawierzchnie kamienne. Kostka drewniana dobrze sprawdzała się również na chodnikach, jednak podczas mrozów stawała się śliska. Poruszanie się po niej nie powodowało hałasu ani wstrząsów, a także wzbudzało mniej kurzu. Mniej męczyły się również konie — bardziej elastyczna nawierzchnia nie niszczyła kół ani osi wozów. Z drugiej strony końskie odchody wsiąkały w drewno, powodując wyjątkowo przykry zapach, szczególnie w czasie upałów. Latem drewniany bruk często polewano wodą, ponieważ kostki kurczyły się, tworząc liczne szczeliny. Podczas deszczu drewno natomiast pęczniało. Za najlepszy materiał do brukowania ulic uznawano kostkę sosnową, charakteryzującą się dużą wytrzymałością na rozciąganie.
Niełatwa konserwacja dróg w Łodzi
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej utrzymano drewnianą nawierzchnię na ulicy Piotrkowskiej, aby zapewnić mieszkańcom większy komfort. Brak kanalizacji deszczowej w centrum miasta sprawiał jednak, że podczas burz ulice w Łodzi zamieniały się w rwące potoki. Woda płynąca całą szerokością jezdni, zmieszana z zawartością rynsztoków, niszczyła zarówno bruk drewniany, jak i kamienny.
Ulice naprawiano jedynie doraźnie, planowano bowiem budowę kanalizacji i wodociągów, co wiązało się z koniecznością rozkopywania nawierzchni. Ulice gruntowe, których w mieście nie brakowało, podczas deszczów i roztopów zamieniały się w przysłowiowe „pińskie błota”. Asfalt na Piotrkowskiej pojawił się dopiero w 1929 roku i również wymagał częstych napraw. Sytuacja nie poprawiła się po II wojnie światowej — stosowana w PRL praktyka zalewania brukowanych ulic asfaltem okazała się równie nietrwała.
