Dziane - łódzka marka, która rzuciła wyzwanie gryzącym swetrom

Niepozorne pomieszczenie zlokalizowane przy ul. Piotrkowskiej 101, zapas materiałów i będący sercem niezbyt dużego pokoju stół z maszynami dziewiarskimi. W takich warunkach powstają kolorowe czapki, rękawiczki czy plecaki. U progu sezonu jesienno-zimowego odwiedziliśmy pracownię Dziane.

fot. Paweł Łacheta
Uszycie jednej czapki to kilka godzin pracy przy maszynie
9 zdjęć
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
ZOBACZ
ZDJĘCIA (9)

Filozofka na maszynie dziewiarskiej 

Marka Dziane to tak naprawdę niewielkie studio umiejscowione w centrum Łodzi. Dowodzi nim Marta Stanisławska, absolwentka filozofii Uniwersytetu Łódzkiego i projektowania ubioru na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odzieżą zajmowała się cała jej rodzina: 

– Mama pracowała w szwalni, dziadek był szewcem. Babcia pracowała przez jakiś czas w zakładach Marchlewskiego, ale było jej zbyt ciężko. Często budziła się w środku nocy i nie do końca rozbudzona wiązała rękami supełki. Potem szyła już chałupniczo – opowiada Marta. 

Łodzianka swoją przygodę z dziewiarstwem zaczęła od robienia na drutach. Pracowała też w firmie odzieżowej, ale cały czas po godzinach tworzyła rzeczy na zamówienie. Czasami ku wielkiemu zdziwieniu otoczenia.
– Dziesięć lat temu rękodzieło nie było jeszcze w modzie. Moje robienie na drutach od razu budziło skojarzenie z emeryturą, kotami, niektórzy wręcz wprost pytali: „o co ci właściwie chodzi?” – śmieje się.

Co gryzło Martę?

A o co chodzi w Dzianych? O przełamanie monotonii oraz… gryzących swetrów.

– Zimą zwykle jest szaro, więc żeby poprawić sobie i innym nastrój, postawiłam na kolory. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam gryzące, niesympatyczne w dotyku swetry. Pewnie każdy niejeden raz zetknął się z pięknymi rzeczami, ale udzianymi z kiepskiej jakości przędzy. Chciałam to zmienić i do produkcji wykorzystywać materiał wyłącznie wysokiej jakości – tłumaczy. 

Właśnie dlatego Dziane stoi pod znakiem merynosa, czyli gatunku owiec zamieszkującego wysokie góry. Zwierzęta te są przyzwyczajone do dużych wahań temperatury. Ich wełna ma właściwości samooczyszczające i termoregulacyjne, często jest używana choćby w odzieży sportowej. Na dodatek jest też miękka, elastyczna, przyjemna w dotyku i nie trzeba jej co chwilę prać, dlatego poleca się ją także alergikom. 

Łódzka pracownia dba nie tylko o jakość materiałów, ale i o ekologię. W Dzianych nie wyrzuca się resztek. Wszystko, co pojawia się w studiu, zostaje wykorzystywane. A sama wełna jest kupowana od włoskiego producenta. To daje pewność, że szanowane są prawa pracownika oraz normy ochrony środowiska. 

Bez prądu

Marcie pomaga w pracy Natalia, studentka ASP. Razem dziergają kolejne czapki i szaliki, a rzeczy, jakie wychodzą spod ich rąk, to bardzo często egzemplarze unikatowe. Rzadko spotykany jest także sprzęt, na jakim pracują. 

– To ręczne maszyny dziewiarskie. Nie są napędzane elektrycznie. Nasze pochodzą z lat 80. W PRL były dość popularne, można było je sobie zamontować na stole i działać. Panie domu dzielnie działy na nich ubrania dla swoich rodzin. Tradycja domowego dziewiarstwa nadal jest podtrzymywana w niektórych krajach, zwłaszcza w Anglii, Hiszpanii i USA – opowiada Marta. – Czasem ludzie znajdują takie maszyny… przypadkiem. Jedną odkupiłam od kogoś, komu przeleżała w szafie dwie dekady w nienaruszonym stanie. A niedawno kupiłam drugą od mieszkającej na Chojnach pani, która przepracowała na niej wiele lat. Niestety, wzrok nie pozwala jej już na kontynuowanie tradycji.

Indywidualne podejście do swojej pracy to także bliski kontakt z tymi, którzy sięgają po rzeczy Dzianych. Dziewczyny bardzo lubią, gdy otrzymują nietypowe zamówienia.

– Raz na przykład robiliśmy czapki dla pary młodej z imionami nowożeńców. Często zamawia u nas stały klient mieszkający w Irlandii. Co sezon prosi o nową czapkę, dlatego w naszym zeszycie mamy już specjalną zakładkę z jego wymiarem głowy – opowiada Marta. Łodzianka podkreśla, że ze względu na proces produkcji większość rzeczy Dzianych to unikaty. I nic dziwnego – stworzenie jednej czapki to około 3 godziny ręcznej pracy na maszynie. 

ZOBACZ TAKŻE