Fabryki w Łodzi nagle zostały z ogromnymi zapasami wyrobów oraz z wielkimi długami za kupowane na Zachodzie surowce i komponenty. Do tego doszły błędy w restrukturyzacji i prywatyzacji, a przede wszystkim zupełny brak ochrony rodzimego rynku, nagle zalanego dalekowschodnią produkcją i tanim importem. Pomimo tego zadziwiający jest fakt masowego upadku łódzkiego przemysłu, bo przecież były też nowoczesne zakłady, których produkty wysokiej jakości eksportowano w świat.
Moda na upadłość
Łódź dumna była np. ze swych sztandarowych fabryk odzieżowych, których w większości już nie ma, podobnie jak w wielu innych branżach nie tylko włókienniczych. Przepadły niemal całkowicie takie marki jak Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. Próchnika, które zatrudniały 2 tys. pracowników, posiadały nowoczesny obiekt przy dawnej ul. Promińskiego (ob. al. Śmigłego Rydza), dobry park maszynowy i szyły modne płaszcze, garnitury dla zagranicznych kontrahentów i zatopiły się w strukturze nowego inwestora, podobnie jak ZZPO „Wólczanka” – potentat na rynku koszul i bluzek, które z powodzeniem eksportowano. Niektórzy może jeszcze pamiętają wielki „Polsport”, czy „Dandysa”, „Nestora” albo sławny Dom Mody „Telimena”, gdzie o kreacji można było pomarzyć, bo wszystko sprzedawało się na pniu. Firma połączyła potem swoje siły z ZPO Emfor, ale legenda mody odeszła w przeszłość. Upadły zaś takie kolosy jak: „Anilana”, „Bistona”, dziewiarskie, wiodące w branży zakłady: Dresso, Pafino, Iwona, Lido, Marko, Femina, Delta, Fako. Można by tę wyliczankę jeszcze ciągnąć. Poradziła sobie, mimo bardzo trudnej sytuacji i zachowała część produkcji Widzewska Fabryka Nici „Ariadna”.
Efekt domina
Naturalna konsekwencją wygaszenia produkcji włókienniczej, tekstylnej czy odzieżowej był krach zakładów obsługujących te branże, np. padła Łódzka Fabryka Maszyn Jedwabniczych Polmatex-Majed, czy Kombinat Maszyn Włókienniczych Polmatex-Wifama,. Co więcej, poza włókiennictwem były również znikały jeden po drugim liczące się zakłady również z branży spożywczej, chemicznej, maszynowej, elektromaszynowej. Trudno wytłumaczyć upadek np. Zakładów Przemysłu Skórzanego Skogar, Fabryki Kosmetyków Pollena Ewa, Fabryki Osprzętu Samochodowego Polmo, Fabryka Pierścieni Tłokowych Prima, Fabryka Szlifierek Ponar-Jotes, albo Fabryki Transformatorów i Aparatury Trakcyjnej Elta, które przejął szwedzki koncern ABB. W tej grupie likwidowanych zakładów nie brakowało i tych, na których produkcję był spory popyt rynkowy, np. Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica, Łódzka Fabryka Mebli, Zakłady Przemysłu Gumowego Fagum-Stomil., Łódzkie Zakłady Chemiczne Organika, nie mówiąc już o Zakładach Przemysłu Spirytusowego Polmos, Łódzkiej Wytwórni Papierosów, czy browaru Łódzkich Zakładów Piwowarskich przy ul. Orlej.
Nowa generacja biznesu
Naturalnie lata transformacji to nie tylko likwidacje i upadłości w dużym łódzkim przemyśle. To był czas wielkich zmian, rozkwitu małej i średniej przedsiębiorczości. W 1992 r. w Łodzi było prawie 75 tys. zakładów osób fizycznych, czyli małych przedsiębiorstw zatrudniających do 5 pracowników. Lata 1993-97 wyznaczyły okres rozwoju małych szwalni, dziewiarni i zakładów pończoszniczych, produkujących na potrzeby wielkich podłódzkich targowisk. Z szacunków wynika, że powstało wówczas w regionie również 17 tys. niewielkich zakładów tych branż. Jednocześnie w latach 90. wyrosły dziesiątki średniej wielkości firm konfekcyjnych, które z czasem umacniały swą pozycję rynkową i zaczęły budować markę: „Hexeline”, „Fine Fashion”, „Twin”, „Modesta”, „Hera” i inne, które kontynuowały modowe tradycje Łodzi.
