Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?

Łódź, zwana od stulecia „polskim Manchesterem”, przestała być po stuleciu uważana za stolicę polskiego przemysłu włókienniczego. Po transformacji gospodarczej w latach 90. XX w. niemal wszystkie sztandarowe fabryki tekstylne w Łodzi przestały istnieć albo zachowały część produkcji w szczątkowej formie.

Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
5 zdjęć
Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
Ciężki upadek branży lekkiej w Łodzi. Jaka była skala strat przemysłu włókienniczego?
ZOBACZ
ZDJĘCIA (5)

Tylko dwie największe fabryki bawełniane w Łodzi (o czym już pisaliśmy) zatrudniały w latach PRL po 10–12 tys. pracowników. Krach dotknął najpierw Poltex, czyli ZPB im. Juliana Marchlewskiego. W latach 90. zakłady zmniejszyły produkcję i zatrudnienie, ale to nie pomogło. Dawne imperium Poznańskiego przekształciło się po dekadzie za sprawą francuskich inwestorów w CH Manufaktura. Dla ZPB im. Obrońców Pokoju „Uniontex”, pracującego od wieku na starych włościach Karola Scheiblera, reformy oznaczały bardzo ostre cięcia. Na początku XXI w., gdy fabrykę przejęła białostocka firma Fasty, pracowało w niej 900 osób. Na niewiele się to zdało i po fabryce – podobnie jak po wielu innych zakładach bawełniarskich – zostały tylko mury, dźwigane obecnie z ruin na terenie osiedla mieszkaniowego.

Krajobraz po bitwie

Można powiedzieć, że kryzys lat 90. XX w. niemal hurtowo objął łódzki przemysł i na pierwszy ogień poszła branża bawełniana i wełniana. Ogłoszono upadłość ZPB „Eskimo” (obecnie kompleks Ogrody Geyera), nie ma już ZPB „Polino” i „Maltex” (teren obecnej Sukcesji), ogłoszono nawet upadłość zakładów Rena-Kord, mimo poszukiwanej wówczas produkcji welwetu. Niewiele zostało ze znanych przędzalni w Łodzi, takich jak: WI-MA, Arelan i Polanil. Upadło likwidowane długo Polmerino przy ul. Wróblewskiego, gdzie wznosi się dziś osiedle mieszkaniowe.

Przerwano także tradycje wełniarskie Łodzi. Nie ma jedynej w Polsce fabryki wytwarzającej drukowane tkaniny wełniane, czyli ZPW im. Andrzeja Struga przy ul. Gdańskiej. Nie ma Norbelany (w ostatnich latach na terenie zakładów przy ul. Żeromskiego też wyrosły apartamentowce), Textilpolu i Texo, dość długo w upadłości pracowały jeszcze ZPW „Lodex” przy ul. Wólczańskiej, które finalnie przejął kampus Politechniki Łódzkiej.

Daj mi wstążkę błękitną…

Niewiele przetrwało także ze znacznego potencjału przemysłu jedwabniczo-dekoracyjnego w Łodzi. Upadł Dywilan, pozostała tylko niewielka część majątku kupiona przez prywatnego inwestora, podobnie jak w ZWO „Vera”. Na minimalnych obrotach pracowały pasmanteryjne zakłady Lenta i Lenora. Zniknęły znane firmy jedwabnicze: Pierwsza i Ortal, którego budynki przy ul. Hipotecznej całkowicie zniknęły z powierzchni ziemi – zostało tylko gołe pole. Przetrwała część Fabryki Firanek i Koronek „Fako”. 

Łódź była także silnym ośrodkiem przemysłu dziewiarskiego i pończoszniczego. Zaczęło się od głośnej likwidacji nowocześnie wyposażonej Bistony na Dąbrowie, w której pracowało ponad 2 tys. osób. Ostatecznie z fabryki zostały tylko mury kupione najpierw przez zagraniczną spółkę Legler Polonia, gdzie uruchomiono produkcję konfekcji dżinsowej, a dziś montuje się sprzęt AGD. Przepadły markowe zakłady dziewiarskie: Lido, Delta, Marko, Dresso, część majątku ZPD „Iwona” kupił inwestor portugalski.

Niektórzy może jeszcze pamiętają, że w Łodzi jedwabną bieliznę wytwarzała Femina, rajstopy – kolos pończoszniczy Feniks, a skarpety – aleksandrowska Sandra. Z silnej grupy dziewiarskiej ostały się wówczas jedynie: Zakłady Tekstylno-Konfekcyjne „Teofilów”, ZPD „Olimpia” oraz mocno okrojony Zenit. Niektóre procesy likwidacji łódzkiego przemysłu lekkiego trwały dłużej, a inne następowały błyskawicznie, zanim zdążono ogłosić larum. Usiłowano ratować fabryki, ale ostatecznie bez pomocy rządowej po większości firm zostały tylko mury. Łódź była też dumna ze swoich sztandarowych fabryk odzieżowych, które również podzieliły los całej branży lekkiej.

Żeby uświadomić sobie, jaka była skala upadku, warto przypomnieć, że na początku lat 90. w szeroko rozumianym przemyśle włókienniczym w Łodzi pracowało 200 tys. ludzi. Dekadę później cały łódzki wielobranżowy sektor produkcji przemysłowej zatrudniał zaledwie 65 tys. osób.

ZOBACZ TAKŻE