Krystian Wendisch i Jasień. Co łączy pierwszego łódzkiego fabrykanta z tą rzeką?

Sto dziewięćdziesiąt pięć lat temu rozpoczęła się historia fabrycznej Łodzi. Ruszyła pierwsza w mieście przędzalnia bawełny. Po raz pierwszy też do zasilania włókienniczych maszyn użyto energii spadku wody rzeki Jasień.

mat. Archiwum
Przędzalnia Wendischa
6 zdjęć
mat. Archiwum
fot. LODZ.PL
mat. Archiwum ZWIK
fot. zbiory APL
mat. Archiwum
ZOBACZ
ZDJĘCIA (6)

Jasień był szybką rzeką, miał wartki nurt, dlatego spiętrzony dawał dużo energii. Najpierw zasilał młyńskie koła, potem rzekę „zatrudniono” do napędzania pierwszych włókienniczych maszyn.

Przędzalnia Wendischa

Przybyłym licznie do miasta Łodzi rękodzielnikom z czasem zaczęło brakować przędzy do tkania tanich i trwałych bawełnianych materiałów. Uznano, że szybko trzeba zbudować dużą przędzalnię bawełny. Zgodził się ją wznieść, pochodzący z Chemnitz w Saksonii, Krystian Fryderyk Wendisch, „trudniący się od dłuższego czasu budowlą wodnych i innych wszelkiego rodzaju machin fabrycznych”.

Z rządowych pożyczek, w szczerym polu, u zbiegu obecnych ulic Przędzalnianej i Tymienieckiego postawił pierwszy w mieście włókienniczy zakład. Był on, jak na owe czasy (początek XIX w.), imponujący: trzykondygnacyjny murowany budynek z dwiema dodatkowymi kondygnacjami na poddaszu, prawie na 70 m długi i ponad 17 m szeroki. To pierwszy w Łodzi obiekt przemysłowy z prawdziwego zdarzenia. Na każdym z pięter były po dwie hale produkcyjne. Umieszczono w nich aż 27 maszyn przędzalniczych oraz 21 gręplarskich. Wprawiała je w ruch energia uzyskana z jednego koła wodnego.

Na potrzeby budowy przędzalni Wendisch wypalał cegły, usypał i urządził groblę na stawie przy obecnej ul. Przędzalnianej, przekopał od niego do zakładu kanał o głębokości aż 6,5 m, wyrównał koryto Jasienia, ściągnął do Łodzi nowoczesne maszyny i dobrej jakości bawełnę. Dał pracę łódzkim tkaczom.

Pionier łódzkich fabrykantów

Wendischa śmiało można nazywać pierwszym łódzkim fabrykantem. Wraz z rozruchem jego przędzalni w 1827 r. w naszym mieście rozpoczęła się też „era bawełny”. Po uruchomieniu zakładu zaczęło mu jednak brakować pieniędzy na zakup kolejnych partii bawełny. Do tego wezbrane wody Jasienia dwukrotnie zniszczyły groblę. Wendisch prosił rząd o pomoc finansową. 

Nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi na swoje petycje zmarł nagle na zawał 21 stycznia 1830 r. Skończył swój pracowity żywot w wieku zaledwie 44 lat. Wojewoda Mazowiecki, Rajmund Rembieliński, pisał, że jego nagła śmierć jest dotkliwą stratą dla „postępu przemysłu krajowego”. „Stracono jednego z najzdolniejszych, najrządniejszych, najpracowitszych i najrzetelniejszych fabrykantów”. Sam Rembieliński sporo stracił z powodu przedwczesnej śmierci fabrykanta. Udzielił mu bowiem prywatnej pożyczki na zakup bawełny. Nigdy tych pieniędzy nie odzyskał.

Po śmierci Wendischa tkalnia została przejęta przez skarb państwa i z czasem zlicytowana.

Pojawienie się w Łodzi groźnego konkurenta w postaci maszyny parowej doprowadziło do upadku zakładu zasilanego energią płynącej wody. Historię pierwszej „bawełny” w mieście Łodzi kończy pożar fabryki w 1870 r. Jej zgliszcza kupił Karol Wilhelm Scheibler… ale to już inna opowieść.

Co w Łodzi zostało po Krystianie Wendischu?

Przy ul. Przędzalnianej 71 do dziś stoi jego dom – to jeden z najstarszych zachowanych domów mieszkalnych w Łodzi. Ledwie można go dostrzec na tle ogromnych ceglanych budynków zakładów Scheiblera, tak jak postać pierwszego łódzkiego fabrykanta pozostaje w cieniu późniejszych łódzkich „królów bawełny”. Zapraszamy na filmowy spacer wzdłuż rzeki Jasień. Zaczynamy od miejsca, w którym biły źródła tej fabrycznej rzeczki.

ZOBACZ TAKŻE