Ma 95 lat i kocha śpiewać. Stefan Pietrzak nie rezygnuje z pasji

Jest 95-latkiem i kocha śpiewać. Pomimo upływu czasu ma w sobie jeszcze siłę do występowania w chórze. Stefan Pietrzak to najstarszy członek łódzkiego Stowarzyszenia Śpiewaczego im. Stanisława Moniuszki.

Pan Stefan zamierza kontynuować swoją pasję - fot. LODZ.PL
Pan Stefan zamierza kontynuować swoją pasję , fot. LODZ.PL
8 zdjęć
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
ZOBACZ
ZDJĘCIA (8)

Człowiek z Bałut

Stefan Pietrzak urodził się 13 sierpnia 1927 r. Wychowywał się na Bałutach w bardzo wierzącej, katolickiej rodzinie. Często chodził na msze święte, podczas których śpiewał chór.

– Bardzo lubiłem im się przysłuchiwać. W szkole też występowałem w chórze, ale gdy przyszła wojna, szkołę zamknięto – mówi Stefan.   

Po II wojnie światowej mężczyzna zamieszkał w Śródmieściu. Od 1945 r. zajmował się włókiennictwem. Pracował przy ul. Targowej w dawnych Zakładach Przemysłu Bawełnianego im. Obrońców Pokoju „Uniontex”. Był mistrzem tkackim, znał się na mechanice.

– Byłem z siebie bardzo dumny, w końcu majster to nie byle kto – dodaje łodzianin. 

Jego praca nie należała do łatwych, dlatego starał się umilać sobie wolne chwile. Regularnie chodził do kościoła pod wezwaniem Zesłania Ducha Świętego w Łodzi. Działał tam chór „Jutrzenka”.

– Kiedyś w Łodzi było wiele zespołów. Ludzie kochali śpiewać. „Jutrzence” przysłuchiwałem się w szczególności i bardzo mi się podobało, ale byłem młody i nieśmiały, wstydziłem się do nich zapisać – mówi Stefan. 

Momentem przełomowym był przyjazd do Łodzi Franciszka Wesołowskiego. To właśnie on zaczął pracować jako organista w kościele przy pl. Wolności. Niedługo po objęciu swojej funkcji muzyk wystąpił do proboszcza z prośbą o utworzenie drugiego chóru dla młodych ludzi. Uzyskał zgodę. 

– Od razu się tam zapisałem. Śpiewaliśmy podczas mszy, ale nie trwało to zbyt długo. Może rok. Osoby pracujące w kościele były niewygodne dla ówczesnej władzy, a Wesołowski chciał się rozwijać, dlatego rzucił tę pracę. W późniejszych latach został profesorem – dodaje łodzianin. 

Bał się dołączyć do "Moniuszkowców"

Stefan wraz z kolegami przeszedł do drugiego zespołu i śpiewał w nim do bodajże 1968 r. Ta grupa również się rozpadła, a on dołączył do chóru występującego w kościele pod wezwaniem św. Józefa przy Ogrodowej. Spotkał tam kilku „Moniuszkowców”, którzy bardzo chcieli mieć go u siebie. Na samym początku nie był zbyt chętny. Bał się, że do nich nie pasuje. 

– „Moniuszkowców” znałem z różnych opowiadań i bywałem na ich koncertach. Wiedziałem, że są dobrzy, inteligentni i poważni. Mieli wysoki poziom i klasę. Obawiałem się, że się tu nie odnajdę – zwierza się Stefan Pietrzak.  

Przejmował się również tym, że będzie gruntownie przesłuchiwany i testowany pod kątem swoich umiejętności wokalnych. Na szczęście tak się nie stało. Stefan przyszedł na jedną z prób i mu się spodobało. W zespole jest od 1984 r. do dzisiaj.  

– Śpiewam różne utwory: kościelne, ludowe, rozrywkowe. Lubię romanse. Towarzystwo jest tutaj wesołe, dużo się śmiejemy – mówi łodzianin.

Jak podkreśla, występowanie w zespole wiąże się z jeszcze jedną zaletą. To swego rodzaju obowiązek, dzięki któremu można wyjść z domu i podjąć aktywność. 

– Gdyby nie śpiewanie, siedziałbym cały czas w czterech ścianach, a tak przynajmniej mam co robić – dodaje.

Śpiewa tenorem, ma bardzo czysty głos i doskonałą intonację. Idealnie trafia w dźwięki i chętnie poprawia swoich kolegów. 

Muzyczne podróże

Razem z „Moniuszkowcami” daje wiele koncertów, jeździ na warsztaty i konkursy. Przy okazji występów w wielu polskich miastach odwiedził również Wilno i Lwów. W domu grywa na pianinie elektrycznym. Swego czasu lubił też bawić się elektroniką i skończył różne kursy. Naprawiał telewizory i radia. Nie za bardzo podobają mu się współczesne piosenki, ale lubi te z lat 70. W jego muzycznej pasji wspierała go żona.

– Gdy jeszcze żyła, nigdy nie zabraniała mi przychodzenia na próby. Nie miała pretensji i nie przeszkadzało jej to, że w zespole mamy wiele dziewczyn. Nie była zazdrosna – dodaje łodzianin.

Niestety, pana Stefana opuszczają już siły fizyczne. Czasami czuje, że nie dotrze na próbę. Jeżeli pogoda sprzyja, w siedzibie „Moniuszkowców” pojawia się dwa razy w tygodniu. Nie jest mu łatwo, ale koledzy się o niego troszczą, a po próbie odwożą do domu.

Podczas jednej z wizyt u lekarza usłyszał, że nie powinien śpiewać.

– Byłem kiedyś u laryngologa, który zajrzał mi w gardło. Zauważył, że jest zdarte i zapytał mnie, czy krzyczę. A ja mu powiedziałem, że występuję w chórze. Ale jakoś jeszcze sobie daję radę. Lubię muzykę – podkreśla łodzianin.

Stefan chce śpiewać jak najdłużej.

Stowarzyszenie Śpiewacze im. Stanisława Moniuszki istnieje od 1894 r. Z okazji urodzin ul. Ogrodowej „Moniuszkowcy” zorganizują 18 września koncert w swojej siedzibie przy Ogrodowej 34. Podczas imprezy przedstawią piosenki o Łodzi i rodzimy folklor. Wstęp wolny, rozpoczęcie o godz. 18.00.

22 września o godz. 18.00 w cyklu „Czwartkowe Wieczory Muzyczne u Moniuszkowców” odbędzie się koncert zespołu gitar klasycznych pod tytułem „Szablą i struną”. To będzie muzyka z ekranizacji dzieł Henryka Sienkiewicza. Wstęp wolny.

 

ZOBACZ TAKŻE