Mistrzyni czapnictwa z ul. Rzgowskiej - prowadzi sklep, jakich już w Łodzi niewiele [ZDJĘCIA]

Ukończyła pedagogikę, uczyła w podstawówce fizyki i chemii. Równolegle zaczęła studia prawnicze, z czego korzystała w późniejszej pracy w urzędzie. Ale to czapnictwo pochłonęło ją bez reszty.

fot. Paweł Łacheta
Mistrzyni czapnictwa Jadwiga Nawrocka prowadzi swój zakład przy ul. Rzgowskiej 4
9 zdjęć
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
fot. Paweł Łacheta
ZOBACZ
ZDJĘCIA (9)

Ulica Rzgowska 4, witryna sklepowa, jakich w mieście już niewiele. Nad drzwiami napis „Czapki”. To tutaj mieści się sklep oraz cały warsztat Jadwigi Nawrockiej. Tutaj magazynuje materiały, formy, tu wykrawa i szyje czapki oraz kapelusze. Także tutaj można w dobrej cenie kupić damskie lub męskie nakrycie głowy.

Początki zakładu 

– Zakład ojciec założył w 1945 r., ja go przejęłam w latach 70., kiedy to mama mocno zachorowała i nie mogła pomagać tacie w zakładzie, a on sam nie dawał rady. No i wziął mnie na litość! – śmieje się Jadwiga Nawrocka, mistrzyni czapnictwa.

Tata Zygmunt był krótkowidzem i do tego daltonistą. Materiały na czapki i kapelusze pod kątem jakości i miękkości wybierał sam. Ale w kwestii kolorystyki musiał zdawać się na innych.

– Czy kolor był szary, czy niebieski, to on niestety tego nie odróżniał, dlatego pomoc drugiej osoby, która przede wszystkim rozróżnia kolory, była mu niezbędna – dodaje czapniczka. 

Głód wiedzy

Kiedy Jadwiga Nawrocka rozpoczęła pracę w zakładzie ojca, miała około 30 lat, a jej dotychczasowe życie szkoleniowe, jak i zawodowe, było bardzo bujne. Po szkole średniej najpierw poszła na studia pedagogiczne. Po ukończeniu pierwszych studiów rozpoczęła pracę w szkole podstawowej. 

– Na ostatnim roku trzeba było się zdecydować, czego się chce uczyć te dzieci. Do wyboru były różne przedmioty, śpiew czy plastyka. Ale ja nie miałam drygu do takich rzeczy, a że zawsze lubiłam fizykę i chemię, wymagania w podstawówce też nie były jakieś wygórowane, to mogłam się na to zdecydować. Lubiły mnie dzieci, a ja je lubiłam – wspomina Jadwiga.

Z urzędnika na czeladnika

Równolegle na czwartym roku zaczęła studiować także prawo. Łodzianka robiła dwa semestry w jeden, nauka kodeksów i zawiłości prawniczych nie sprawiała jej żadnego problemu. Po skończeniu kolejnego kierunku studiów rozpoczęła pracę w jednym z urzędów, w dziale do spraw ewidencji i kontroli ruchu ludności. Wówczas pracę tę przerwała choroba mamy. Jadwiga musiała szybko szkolić się po raz kolejny, znów w innym zawodzie.

– Fachu uczył mnie tatuchno, nie było lepszego nauczyciela niż on. To był kochany, wspaniały człowiek – wspomina Jadwiga.

Trzeba było także zdać egzamin, najpierw czeladniczy, a potem trudniejszy – mistrzowski. Zadaniem było uszycie czapki z okuciem, podobnej do strażackiej. Pracę wykonywało się w konkurencyjnym zakładzie. 

– Zawsze do egzaminów podchodziłam z nerwami i stresem, tak też i tutaj było. Mogłam poprosić ojca, żeby się wstawił za mną, był w Cechu Rzemiosł wziętym rzemieślnikiem, mógł to zrobić, ale ja nie chciałam. Czapkę uszyłam, egzamin zdałam i tak zostałam mistrzynią czapnictwa – śmieje się łodzianka. 

Moda na nakrycia głowy

Początkowo w zakładzie szyło się tylko kapelusze i czapki męskie. Taka była moda i takie realia, że panowie w czasach powojennych z domu bez nakrycia głowy nie wychodzili. Potem Jadwiga Nawrocka namówiła rodziców, by dołożyli damskie kapelusze. Interes aż do lat 70. rozwijał się bez problemu, klientów nie brakowało. Z czasem, kiedy moda zaczęła się zmieniać, a kapelusz przestał być obowiązkowym elementem garderoby, zakład zaczął gorzej prosperować. Ale mistrzyni czapnictwa z pracy nie chciała zrezygnować.

– Jakbym mogła? Przecież ten zakład to było całe życie mojego taty! Jego dziecko i miłość, jego chluba! – wspomina Jadwiga Nawrocka.

Dzięki temu zakład przetrwał, a kapelusze, berety i czapki, które można dostać u Jadwigi Nawrockiej, szyte są w zgodzie z dawną sztuką rzemieślniczą. 

Sztuka czapnictwa

Uszycie kapelusza nie jest wcale proste. Najpierw mistrzyni czapnictwa musi wybrać materiał. – Najlepsze materiały na takie nakrycia damskie i męskie są bardzo drogie, trudno też je zdobyć, bo jest mało sklepów z tak zwanym metrażem – przyznaje Jadwiga Nawrocka.

Dlatego czapniczka szuka a to u krawca, a to w lokalnych sklepach z tkaninami. Kiedy wpadnie jej w ręce materiał godny wykorzystania na kapelusz lub beret, bierze bez zastanowienia. Potem, wykorzystując formę, wykrawa z niego poszczególne elementy nakrycia głowy. – Forma jest bardzo ważna, właściwie najważniejsza. Na przykład forma na czapkę klinową damską z daszkiem ma 8 klinów plus daszek podwójny. Trzeba wiedzieć też, co z czym zaszyć – opowiada mistrzyni.

Poszczególne elementy zszywa się na maszynie. Cały proces zrobienia jednej czapki czy kapelusza zajmuje około 3 godzin. Na ul. Rzgowskiej 4 nakrycie głowy można kupić za około 90 zł. 

ZOBACZ TAKŻE