Szewc z Łodzi Marian Kaźmierski zakład przy ul. Zielonej prowadzi od 40 lat [ZDJĘCIA]

Niebotycznie wysokie szpilki francuskiego projektanta Christiana Louboutina czy wygodne, amerykańskie buty pomysłu Ralpha Laurena? Ani projektant, ani miejsce produkcji nie ma znaczenia – Marian Kaźmierski o butach wie niemal wszystko. Fascynuje się nimi od prawie 40 lat, bo właśnie wtedy otworzył swój zakład szewski przy ul. Zielonej 25.

Marian Kaźmierski, szewc z ul. Zielonej 25 - fot. ŁÓDŹ.PL
Marian Kaźmierski zakład szewski przy ul. Zielonej 25 otworzył prawie 40 lat temu , fot. ŁÓDŹ.PL
10 zdjęć
fot. ŁÓDŹ.PL
fot. ŁÓDŹ.PL
fot. ŁÓDŹ.PL
fot. ŁÓDŹ.PL
fot. ŁÓDŹ.PL
ZOBACZ
ZDJĘCIA (10)

Słynna czerwona podeszwa to znak rozpoznawczy szpilek Christiana Louboutina. Buty tej marki kosztują nawet kilka tysięcy złotych i noszą je takie gwiazdy jak chociażby Penelope Cruz. Takie buty też trafiają do pracowni szewskiej w Łodzi przy ul. Zielonej 25. 

Louboutin na Zielonej 25

– Klientki przynoszą szpilki, które są na przykład zbyt ciasne w przedniej części i trzeba je rozbić, rozszerzyć, żeby wygodniej się chodziło – mówi Marian Kaźmierski. 

Praca przy takich szpilkach to nie lada wyzwanie dla każdego szewca. – Trzeba bardzo uważać, żeby nie rozbić ich za bardzo, żeby nie pękła skóra, żeby potem pasowały na klientkę i nie były za luźne – przyznaje łódzki szewc.

W tym celu służą panu Marianowi najróżniejsze maszyny i narzędzia. W swojej pracowni ma rozciągarki, jedne służą do rozciągnięcia samego czubka buta, żeby więcej miejsca było na palce, a czasem w okolicach śródstopia. 

– Do swojej pracy potrzebuję też maszyny do szycia, łaciarki, oczyszczarki, dużo sprzętów jest potrzebne, żeby doprowadzić but do takiego stanu, jakiego potrzebuje klient – mówi Marian Kaźmierski.

Szewc samouk

Fachu uczył się od innego szewca, który miał zakład właśnie pod tym adresem. Jeszcze zanim przy ul. Zielonej 25 powstał zakład szewski, przed wojną był w tym miejscu zakład rymarski, gdzie produkowano m.in. uprzęże konne i inne akcesoria jeździeckie. 

Pan Marian do lat 70. pracował jako kierownik sali w hotelach takich jak Światowid czy Centrum. Kiedy hotele zaczęły się chylić ku upadkowi, postanowili z żoną zająć się czymś innym. Na horyzoncie pojawił się sklep obuwniczy, który wzięli w ajencję. 

– Zacząłem uczyć się zawodu od szewca, który tutaj dla mnie pracował. Podpatrywałem, podglądałem, jak szyć, jak naprawiać, jak rozbijać – wspomina Marian Kaźmierski.

Oprócz napraw w zakładzie można było też kupić buty od polskich producentów. 

Marian Kaźmierski przez cały czas swojej szewskiej pracy obuwie tylko naprawiał, nie robił samodzielnie nowych butów. Poza jednym razem. To było kilkanaście lat temu, kiedy chciał wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Uszył specjalnie dla Jurka Owsiaka wiśniowe glany! Jurek wystąpił w nich wówczas podczas Finału WOŚP.

Buty z pokolenia na pokolenie

Większość pracowni rzemieślniczych zaczęła podupadać w latach 90., kiedy to polski rynek zalała fala tanich produktów z Chin. Łodzianom przestało się opłacać naprawiać stare buty, woleli wyrzucić zniszczoną parę i kupić nowe. Mimo to zakład szewski Mariana Kaźmierczaka przetrwał do dziś.

– Są tacy, którzy cenią sobie jakość. Przychodzą do mnie, nie tylko ci klienci z lat 80., ale i ich dzieci, a nawet ich wnuki. Wiedzą, że u mnie stary, dobry but, po przeróbkach i naprawach, będzie jak nowy – z dumą opowiada szewc.

I właśnie dla tych stałych klientów wciąż jeszcze utrzymuje zakład. Warto tu zajrzeć, żeby posłuchać historii nie tylko o łódzkich szewcach, ale także o świecie mody i wielkich markach. 

ZOBACZ TAKŻE