Śpiewała Przyborę i Osiecką, teraz Iza Połońska pracuje nad trzecią płytą [WYWIAD]

Przygotowuje aktorów do spektakli, a ludziom biznesu pomaga pozbyć się tremy przed wystąpieniami publicznymi. Do tego wszystkiego tworzy jeszcze muzykę - Iza Połońska pracuje właśnie nad trzecią płytą, o której rozmawiamy z artystką.

Iza Połońska - fot. LODZ.PL
Iza Połońska pracuje włąśnie nad trzecią płytą , fot. LODZ.PL
2 фото
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
ДИВІТЬСЯ
ФОТО (2)

Piotr Jach: Po dwóch bardzo dobrze przyjętych płytach, na których złożyły się Twoje interpretacje utworów mistrzów polskiej piosenki – Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego („Pejzaż bez Ciebie” – 2019 r.) oraz Agnieszki Osieckiej („Sing! Osiecka” – 2021 r.) – pracujesz właśnie nad trzecim albumem. Zapowiadasz też, że będzie on inny od poprzednich, skrojony pod Ciebie. Tymczasem pierwszy singiel „Noce bez gwiazd” to piosenka bardzo nastrojowa, refleksyjna, bardzo delikatna w warstwie muzycznej, wpisująca się w Twoje wcześniejsze wykonania. To na czym ma polegać jej inność?

Iza Połońska: Myślę, że chodzi o pewne niuanse, które dla mnie stanowią odmienność. Zawsze obracam w kręgu dobrego słowa. Tekst, który śpiewam, musi być dobry. Mam też pewien rodzaj stylistyki brzmieniowej, która jest uwarunkowana moim wykształceniem muzycznym i ponad 20 latami czynnej obecności na scenie. Nigdy nie śpiewałam tak sensualnie. Dla mnie jest to też o tyle inny utwór, że napisany specjalnie dla mnie. Nie jest to piosenka, którą ktoś już śpiewał przede mną. „Noce bez gwiazd” to piosenka z muzyką Witka Cisły i Magdaleny Wojtalewicz. Kolejne, jak myślę, będą inne, być może bardziej zaskakujące, pisane przez różnych artystów.

Czy te dwie pierwsze płyty z utworami jednak doskonale znanymi to była dla Ciebie tylko artystyczna rozgrzewka?

Chyba można je tak potraktować. Obie powstały z jednej strony przez przypadek, z drugiej – całkiem nieprzypadkowo. „Pejzaż bez Ciebie” nagrałam pod wpływem wewnętrznego impulsu, by zachować na zawsze bardzo ważny okres mojego życia. Mówiłam o tym w wielu wywiadach: ta płyta to list do moich dzieci, ale także hołd dla pamięci mojego męża, Dominika, który zmarł w 2018 r., gdy przygotowywaliśmy album z tekstami Osieckiej. Zresztą materiał z piosenkami Osieckiej miał być moją pierwszą płytą na rynku muzycznym. Dobrze zadebiutować czymś, co ludzie znają, zwłaszcza przy stylistyce, w jakiej śpiewam. Potem można szukać własnego repertuaru, tworzyć go. Tak naprawdę jestem „świeżynką” na rynku, bo śpiewanie na tzw. pełny etat uprawiam dopiero od 5 lat, z czego 3 lata pochłonęła pandemia. Ledwo zdążyłam się rozpędzić, a zostałam przyhamowana, jak cała branża zresztą. Zmarł niestety Andrzej Adamiak [lider zespołu Rezerwat – przyp. red.], który miał spory udział w powstawaniu płyty „Sing! Osiecka” i cały ten album wyszedł z opóźnieniem. Nie byliśmy w stanie zrobić odpowiedniej promocji, bo nie byliśmy w stanie zagrać trasy koncertowej, czego bardzo żałuję. Przynajmniej usatysfakcjonował moją publiczność, na co miałam i nadal mam sporo dowodów.

Zresztą doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jestem dla wszystkich. Mój repertuar to raczej nie jest materiał na przeboje, chociaż… ku mojemu zaskoczeniu „Noce bez gwiazd” trafiły właśnie na drugie miejsce ostatniego notowania listy przebojów Radia RDC, a więc rozgłośni o całkiem niezłej słuchalności w Warszawie i na Mazowszu, zaraz za Kwiatem Jabłoni. Moim zdaniem to pokazuje, że ludzie chcą słuchać nie tylko tego, co proponują im główne stacje radiowe. Mało tego – odczuwam to na swoich koncertach. Mówię o sobie często, że jestem artystką filharmoniczną, co jest z jednej strony kwestią mojego klasycznego wykształcenia muzycznego, ale też wynika z mojego zamiłowania do żywej muzyki, do brzmienia orkiestry, tej specyficznej fali dźwięku. Trzeba pamiętać, że sale filharmoniczne gromadzą do ok. 700 osób, niektóre i więcej, a na moich występach one są pełne!

Śpiewasz z bogatym zapleczem muzycznym. To nie są trzy instrumenty elektroniczne, które załatwiają sprawę. Lubisz to bogate brzmienie klasycznych instrumentów?

Ja to kocham! Myślę, że to jest najczystsza istota uprawiania muzyki, takie swoiste unplugged. W pewnym sensie pierwocina muzyki. Nie ma nic piękniejszego niż brzmienie orkiestry symfonicznej. Jestem wielką szczęściarą, że mogę uprawiać sztukę w taki sposób. Tak sobie to wymyśliłam, realizuję się w tym i mogę tylko dziękować niebiosom, że to możliwe.

Ciekawe, bo dla wielu wykonawców występowanie z orkiestrą jest raczej wyzwaniem, na które kuszą się dopiero w szczycie kariery i nie każdy wychodzi z tej próby obronną ręką.

Tak, z orkiestrą trzeba umieć pracować. Prawdą jest, że zwłaszcza dla artystów z kręgu muzyki estradowej smyki są wielką ekscytacją i radością! Przekonałam się o tym podczas ostatniego koncertu, kiedy Kasia Cerekwicka czy pan Włodzimierz Korcz zachwycali się grą moich koleżanek grających na instrumentach smyczkowych w aranżacjach Michała Kobojka. Smyki to smyki – niczym tego nie zastąpisz!    

W takich przypadkach dociera do mnie, że kiedy coś jest dla kogoś prawdziwą wartością, na którą się ukierunkuje, to coś staje się jego zdobyczą, tematem przewodnim w życiu. Dla mnie tym tematem jest jakość muzyki i moja publiczność chyba to czuje, bo przychodzi licznie na moje koncerty.

Ale jest też druga strona medalu, druga ja. I tak 28 września w Filharmonii Łódzkiej zagram przełożony z maja koncert, który muzycznie jest bardzo kameralny, a więc stanowi zaprzeczenie brzmienia symfonicznego, bo to tylko duet. Za to jaki duet! Moim partnerem jest wybitny pianista jazzowy – Bogdan Hołownia. Koncert poprowadzi Paweł Sztompke.  Zatem minimalizm totalny, który też zresztą uwielbiam w klasyce, bo jestem przecież kameralistką. Wykładałam wcześniej w Katedrze Kameralistyki Akademii Muzycznej w Łodzi i tam pracowałam ze studentami w duecie: pianista – wokalista. To daje nie tylko czystość brzmienia, ale też przestrzeń do tworzenia dialogu. Do bycia w muzyce tu i teraz, wicia nici, bycia razem. Musi być moment, w którym podajesz temat, a potem ustępujesz pola drugiemu artyście. Tego się trzeba nauczyć. A to tylko jeden z wielu aspektów kameralistyki. Nie każdy artysta, który wchodzi na rynek bez przygotowania muzycznego, umie to robić, dlatego też istnieje ryzyko, iż może ponieść fiasko z orkiestrą. Klasyka jest podstawą. 

A jaka instrumentalnie będzie ta nowa płyta?

Myślę, że zaskakująca. Będzie na niej trochę elektroniki, ale tak do końca nie chcę jeszcze o tym mówić, bo materiał dopiero się tworzy. Jestem bardzo otwarta na różne rodzaje współpracy i założyłam sobie, że ten album będzie eksperymentem. Zaczęłam łagodnie, ale myślę, że zahaczę też o inne klimaty, może nawet rockowe…

Wiadomo, iż jestem melancholijna, ale bardzo lubię wyrazistość w sztuce i mam swój niemały temperament. Lubię też mocniejsze brzmienia, na które naprowadził mnie Andrzej Adamiak. Szkoda, że już go nie ma, bo mieliśmy kilka fajnych pomysłów na to, co moglibyśmy zrobić w nieco ostrzejszym klimacie, takim popowo-rockowym, na co Andrzej zawsze mnie namawiał. Być może pójdę kiedyś za jego radą, kto wie... 

Dziękuję za rozmowę.


***
Iza Połońska to wszechstronna wokalistka śpiewająca od klasyki po jazz, trenerka wokalna, doktor sztuk muzycznych. Twórczyni i propagatorka własnej metody szkoleniowej. Współpracuje z teatrami, przygotowując aktorów do spektakli. Prowadzi szkolenia z ludźmi biznesu, pomagając im pozbyć się tremy w obliczu wystąpień publicznych, oraz szkoli muzycznie dzieci. Współpracuje z Katedrą Musicalu w Akademii Muzycznej w Łodzi. 

ДИВІТЬСЯ ТАКОЖ