Najpierw były tory, potem dworzec. Fabryczny, jakiego nie znacie

Jedni tęsknią za starym, inni zachwycają się nowym. Dworzec Fabryczny z jednej strony ciągle jest przedmiotem żywych dyskusji, z drugiej coraz mocniej wpisuje się w klimat Nowego Centrum Łodzi.

Już po zdjęciach frontu widać, jak bardzo nowy dworzec różni się od starego - fot. Wikipedia/LODZ.PL
Już po zdjęciach frontu widać, jak bardzo nowy dworzec różni się od starego , fot. Wikipedia/LODZ.PL
23 zdjęć
fot. Wikipedia/LODZ.PL
fot. LODZ.PL
fot. Włodzimierz Pfeiffer/Wikipedia
fot. LODZ.PL
fot. LODZ.PL
ZOBACZ
ZDJĘCIA (23)

W znakomitym filmie „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego grany przez Bogusława Lindę Witek Długosz wbiega po schodach Dworca Fabrycznego, potrącając starszą kobietę. Przeprasza ją, dobiega do kasy i kupuje bilet do Warszawy, po czym pędzi za uciekającym pociągiem. Scena ta pojawia się w filmie trzy razy, a gonitwa bohatera za odjeżdżającym składem przynosi różne rezultaty – za każdym razem śledzimy, jakie konsekwencje będzie miał dany punkt wyjścia. Podobne perypetie, choć już nie w filmie, stały się udziałem samego dworca. Fabryczny również miał swój drugi początek.

Tory w mieście, koniom lżej

Zanim jednak dworzec powstał, potrzebna była linia kolejowa. Choć dziś trudno w to uwierzyć, w połowie XIX w. wyprodukowane w Łodzi towary musiały być przewożone do najbliższego przystanku kolejowego w… Rokicinach. Podobnie rzecz miała się z węglem czy innymi surowcami. Ciężar przemysłu spoczywał więc na grzbietach koni, które ciągnęły po drogach ciężkie ładunki. 

Nic zatem dziwnego, że w 1858 r. grupa łódzkich przedsiębiorców z Karolem Scheiblerem na czele zaangażowała się w połączenie miasta z linią Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Ostateczna decyzja w sprawie pierwszej linii kolejowej w Łodzi zapadła dzięki zezwoleniu cara Aleksandra II w lipcu 1865 r. Szyny układano jednocześnie od Łodzi i od Koluszek, dzięki czemu linię udało się wybudować w iście ekspresowym tempie 62 dni.

Początkowo szyny kończyły się na ul. Dzikiej (dzisiejsza Sienkiewicza), a tymczasowa stacja kolejowa mieściła się tam, gdzie dziś stoi gmach Łódzkiego Domu Kultury. Docelowy kształt dworca to zasługa Adolfa Schimmelpfenniga. Projekt wcielono w życie za ul. Widzewską (dziś ul. Kilińskiego). Gmach dworca był długi, ciągnął się wzdłuż torów, wpisując się w ówczesny trend równania do długości składu pociągu. Dworcowe budynki nie były tej samej wysokości, a w kolejnych latach dobudowano m.in. parowozownię czy wieżę ciśnień.

Strzały na dworcu

Przed I wojną światową dworzec określano nieznanymi już dziś nazwami. I tak był mianowany „warszawskim”, „wschodnim” lub dworcem Kolei Fabryczno-Łódzkiej. A jeśli już jesteśmy przy czasach wojennych, to Fabryczny – podobnie jak Kaliski – miał swój dramatyczny epizod. W listopadzie 1918 r. Polska Organizacja Wojskowa zaatakowała okupujących budynek Niemców. Podczas akcji postrzelony został 19-letni Bronisław Sałaciński. Pozbawionego możliwości ucieczki chłopaka wrodzy żołnierze zakłuli bagnetami. Dziś jego imię nosi plac przed dworcem. Sam plac również się zmieniał. Na początku zapełniały go głównie wozy i dorożki, w późniejszych czasach – autobusy. Następnie… zniknął, ale tylko na czas budowy nowego dworca.

Zejście do podziemia

Tak jak Witek Długosz u Kieślowskiego, tak i Fabryczny zaczął pisać swoją historię na nowo. Późnym wieczorem 11 października 2011 r. ze stacji odprawiono ostatni pociąg – tłum podróżnych najpierw ustawił się w kolejce po bilet (mimo że przejazd był bezpłatny), aby kilka minut po odjeździe wysiąść na stacji Widzew i wrócić na Fabryczny. Potem dworzec zamknięto, by zupełnie go przebudować, lokując perony kilkanaście metrów pod ziemią. 

Na tle starego dworca nowy wyróżnia się przede wszystkim skalą: już na wejściu podróżnych wita efektowny, szklany dach. W środku znajdziemy nawiązania do starego budynku, łódzkich kamienic, kolorowe murale i rozwiązania, jakie pasażerom korzystającym z poprzednika nawet się nie śniły. Nie ma za to baru „Bonanza”, kuszącego szyldem ze złotym napisem, choć podobne miejsce zapewne gdzieś w kraju jeszcze się znajdzie. Popularność serialu, od którego wziął nazwę, była wszak swego czasu gigantyczna, a określenie „bonanza” weszło do języka pod różnymi formami. Przykładowo kolejarze używali go na określenie wagonu osobowego 120A.

Nie do przeoczenia

Kobieta, którą w „Przypadku” potrącił Linda, ofukała go słowami: „Ślepiów nie masz?”. Klimat starego dworca, który „zagrał” u Kieślowskiego, już nie wróci, ale jednego nowemu budynkowi odmówić nie można – rozmachu. Nawet krótkowidzowi, który zapomni okularów, trudno będzie przeoczyć dzisiejszą Łódź Fabryczną.

ZOBACZ TAKŻE