Seryjny morderca gejów z Łodzi. To jedna z największych niewyjaśnionych spraw polskiej kryminalistyki!

W latach 1988-1993 na terenie miasta Łodzi doszło do zamordowania 7 mężczyzn. Czynów tych dokonała jedna osoba. Cechą wspólną ofiar była ich orientacja seksualna – wszyscy byli homoseksualistami.

fot. LightFieldStudios/envato.com
W latach 1988-1993 na terenie miasta Łodzi doszło do zamordowania 7 mężczyzn

Ponadto większość była widziana żywa po raz ostatni na dworcu Łódź Fabryczna, który na przełomie lat 80. i 90. stanowił miejsce spotkań (tzw. pikiet) osób homoseksualnych. Mimo tak wydawałoby się kluczowych faktów, tożsamości sprawcy nigdy nie udało się ustalić.

Śmierć we własnym mieszkaniu

Wszyscy mężczyźni, z wyjątkiem zabitego w 1990 r. Jakuba M., zginęli we własnych mieszkaniach, do których wcześniej zaprosili mordercę. Przebieg każdej schadzki wyglądał podobnie: ofiara i sprawca odbywali stosunek seksualny, w trakcie którego lub po nim dochodziło do zabójstwa. Napastnik nie miał z góry ustalonego sposobu dokonania zbrodni, gdyż w tym celu używał rzeczy, które były pod ręką: zadawał ciosy nożem, dusił przy użyciu pętli i gołymi rękoma, katował. Wartym odnotowania jest fakt, iż z mieszkań ofiar ginęły wartościowe przedmioty: magnetowidy, biżuteria, gotówka itp.

Przełom w sprawie

Pierwszy przełom w sprawie nastąpił po tym, gdy sprawca 25 lutego 1990 r. dokonał 4. morderstwa. Wówczas ofiarą padł 41-letni Andrzej S., który w notesie prowadził listę partnerów seksualnych. Śledczy przystąpili więc do przesłuchań znajdujących się na niej osób (pytano o wszystkich zamordowanych), jednak stwierdzono, że nie ma wśród nich poszukiwanego zabójcy. Mimo to sprawa dała policjantom pewność, że wszystkich czynów dokonała ta sama osoba, działając według określonego schematu.

Tożsamość sprawcy

11 lipca 1993 r. w mieszkaniu przy ul. Konstytucyjnej znaleziono ostatnią ofiarę seryjnego mordercy gejów z Łodzi – 62-letniego Kazimierza K. W tym przypadku cały ciąg wydarzeń prowadzący do zbrodni rozpoczął się 3 dni wcześniej. Wtedy to na pikiecie Czesław zaprosił do siebie poznanego tam młodego Romana. Po drodze mężczyźni spotkali znajomego tego pierwszego, wspomnianego Kazimierza K., który przez krótki moment towarzyszył im w mieszkaniu. Zdołał jednak dowiedzieć się od Romana, iż ten pracuje w zakładach Eskimo oraz mieszka przy ul. Rzgowskiej z matką, którą się opiekuje. Gdy Kazimierz wyszedł, Czesław uprawiał seks z Romanem. Ten wyznał mu, że robi to od dawna, co spowodowane jest faktem, iż podczas pobytu w poprawczaku padł ofiarą gwałtu ze strony wychowawcy. Po wszystkim mężczyźni zakończyli spotkanie i umówili się następnego dnia.

Do tego doszło zgodnie z umową, jednak zamiast do mieszkania Czesława, pojechali na domówkę do jego znajomych. Po nocnych zabawach Roman nie wrócił z Czesławem, a wolał zostać z Kazimierzem, który następnego dnia nie dawał znaku życia. Leżące we krwi ciało mężczyzny odnaleźli jego przyjaciele. Widoczne były na nim ślady bicia tępym narzędziem, lecz to nie ono było przyczyną śmierci, a uduszenie rękoma.

Portret pamięciowy

Młody Roman z miejsca stał się głównym podejrzanym w sprawie morderstwa Kazimierza K. oraz, jak można się domyślić, pozostałych zabójstw łódzkich homoseksualistów. Na prywatce widziany był przez wiele osób, które dokładnie go opisały: był blondynem o wzroście 176-178 cm. Posiadał 3 wytatuowane kropki – przy lewym oku, na krtani i dłoni. Każdy z donosów okazał się jednak nietrafiony. Śledztwo przez dłuższy okres nie przyniosło skutku, a następnie zostało umorzone.

Seryjny morderca nie żyje?

Najbardziej prawdopodobna jest hipoteza mówiąca o tym, że seryjny morderca gejów już dawno nie żyje. Mężczyzna mógł być chory na AIDS, gdyż na tę chorobę zmarł jeden ze świadków, który rzekomo miał kontakty seksualne z zabójcą.

Dlaczego mordował?

Poza tożsamością sprawcy zagadką jest także powód, dla którego to robił. Na uwagę zasługuje fakt, iż w większości przypadków z miejsc zbrodni znikały drogocenne rzeczy i pieniądze, co wskazuje na motyw rabunkowy. Pojawiają się jednak głosy, że przyczyną tragicznych wydarzeń była nienawiść mordercy do swojej orientacji seksualnej.

Na temat sprawy powstał reportaż pt. „Morderca z pikiety", którego autorem jest dziennikarz Arkadiusz Lorenc - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego.

ZOBACZ TAKŻE