Nauczyciel z pasją. Marcin Józefaciuk uczy języka angielskiego, polskiego, fizyki i nie tylko!

Marcin Józefaciuk jest nauczycielem z 18-letnim stażem. Pracuje w Zespole Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi i przez ostatnie 5 lat był jej dyrektorem. Gdy zaczął głośno mówić o problemach oświaty, stał się sławny w całej Polsce.

Marcin Józefaciuk - fot. Ancerowicz
Marcin Józefaciuk jest nauczycielem z 18-letnim stażem. Pracuje w Zespole Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi i przez ostatnie 5 lat był jej dyrektorem , fot. Ancerowicz
5 zdjęć
fot. Ancerowicz
fot. Ancerowicz
fot. Ancerowicz
fot. Ancerowicz
fot. Ancerowicz
ZOBACZ
ZDJĘCIA (5)

Konrad Wojtczak: Dlaczego stał się Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych dyrektorów szkół w Polsce?

Marcin Józefaciuk: Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia. Wszystko zaczęło się od podcastu edukacyjnego w Radiu Zet. Opowiadałem tam o końcu swojej kadencji, o tym, że moja szkoła poszukuje nauczycieli i że będę nauczał kilku przedmiotów równocześnie. Później podchwyciły to media. Trochę mnie to dziwi, bo nie mówię nic agresywnego i zaskakującego.

Ma Pan kwalifikacje do nauczania wielu przedmiotów…

Mam wiele zainteresowań, a w mojej szkole był problem ze znalezieniem nauczycieli na poszczególne godziny. Uczę równocześnie języka angielskiego, angielskiego w klasie o profilu technik usług fryzjerskich, języka polskiego jako obcego, wychowania fizycznego i fizyki. Jestem także wychowawcą i mam kwalifikacje do prowadzenia etyki oraz informatyki.

Czuje się Pan specjalistą w każdej z tych dziedzin?

Oczywiście, że nie. Jestem specjalistą z języka angielskiego. Pozostałych przedmiotów uczę z mniejszą bądź większą chęcią. Nie można czuć się specjalistą w danej dziedzinie po półtorarocznych studiach podyplomowych.

Jak dzisiaj postrzegany jest nauczyciel?

Przez uczniów – naprawdę fajnie. Jako ktoś, z kim można współpracować. Rodzice czasami traktują nas jak osoby szczególnie odpowiedzialne za wychowanie ich dziecka. Samorząd stara się nas wspierać na tyle, na ile może, ale rządzący krajem traktują samych nauczycieli oraz szkoły ponadpodstawowe, w szczególności zawodowe, bardzo źle. Nie mamy praktycznie żadnych dofinansowań, a większość projektów, np. darmowe podręczniki, śniadania, szachy itp., kierowanych jest w stronę podstawówek. Rząd nie rozumie problemów szkolnictwa zawodowego.

Czy nauczyciele dużo zarabiają?

Nie, bardzo mało. To osoby wykształcone i doświadczone, które spokojnie znalazłyby pracę płatną trzy razy więcej. W tygodniu na rzeczy związane ze szkołą nauczyciele poświęcają czasem nawet 50–60 godzin. Odbierają telefony od rodziców późnym wieczorem i dokształcają się. Przy obecnej inflacji niezwykle trudne jest pracowanie na „goły” etat, dlatego w mojej szkole każdy ma więcej niż 18 godzin lekcyjnych.

Co jest najważniejsze w tym, aby nauczanie było skuteczne?

Przede wszystkim wzajemny szacunek. Poczynając od dyrektora, nauczycieli, uczniów, ich rodziców, a nawet dziadków. Ważną kwestią jest również zrozumienie ucznia, który przychodzi do szkoły z pewnym bagażem doświadczeń i problemami wyniesionymi z domu. Zadaniem nauczyciela jest nie tylko nauczenie i wychowanie, lecz także to, aby uczeń wyszedł ze szkoły z lepszym nastawieniem.

Czym wyróżnia się szkoła, w której Pan pracuje?

Wszystkim. Jesteśmy zakręconą kadrą, która uwielbia nauczać. Poza tym szkoła wyposażona jest m.in. w ciągnik, ogród wertykalny, kilka hektarów ziemi uprawnej, 20 barci i specjalistyczny sprzęt optyczny. Przyjęliśmy wielu uczniów z Ukrainy i mamy oddziały przygotowawcze do nauki obcokrajowców w zawodach technik usług fryzjerskich i architekt krajobrazu.

Mówi Pan głośno o problemach oświaty…

Bo mnie one wkurzają. Jestem nauczycielem z powołania i nie lubię, gdy robi się z nas głupków. Wiem, że wkładamy dużo energii w rozwijanie się, a często niepoważne decyzje „u góry” zamykają nam wiele możliwości. Sam swego czasu lobbowałem w ministerstwie, abyśmy mieli możliwość prowadzenia zajęć praktycznych w mniejszych grupach podczas pandemii. I na szczęście to się udało. W przeciwieństwie do matury egzaminy praktyczne nie były uproszczone. Denerwuje mnie nielogiczność i niejasność podejmowanych decyzji. Mam wrażenie, że rządzący krajem nie słuchają tego, co nauczyciele i uczniowie mają do powiedzenia.

Czy w związku z tymi poglądami spotkała Pana krytyka?

Tak, zarówno ze strony moich kolegów z grona pedagogicznego, jak i ze strony innych dyrektorów. Lubię konstruktywną krytykę i doceniam swobodną wymianę opinii. Pojawiają się głosy pozytywne, skrajnie negatywne, ale najczęściej słyszę te wyważone.

Ale podoba się Panu ta praca?

Jak najbardziej. Nigdy nie widziałem się w innym zawodzie.

Uczniowie Pana lubią?

Myślę, że tak. Chętnie przybijają sobie ze mną żółwika i zwierzają się ze swoich problemów. Opowiadają o zawodach miłosnych, a ja zawsze z uwagą ich wysłuchuję.

Dlaczego nie chciał Pan już być dyrektorem?

Lubię nauczać i moje miejsce jest w sali lekcyjnej. Zmęczyło mnie siedzenie cały czas w arkuszach kalkulacyjnych. A poza tym można zrobić wiele rzeczy, będąc nauczycielem.

Na przykład?

Zamierzam otworzyć stowarzyszenie pomocy szkole i wprowadzić różne ciekawe zajęcia. Będę mógł skorzystać z finansowania pozabudżetowego, z którego wcześniej, jako dyrektor, nie mogłem korzystać. Od 1 stycznia chcemy ruszyć. Dzięki temu rozbudujemy naszą szkolną stadninę i wprowadzimy dodatkowe zajęcia, m.in. z medytacji czy medycyny naturalnej. Po roku uczniowie będą mogli uzyskać tytuł energoterapeuty.

Mamy kolejny rok szkolny…

Tak, a ja nie jestem już dyrektorem. Obecna pani dyrektor zaproponowała mi, żebym został jej zastępcą. Przyjąłem tę ofertę. Od października znowu będę pełnił funkcję kierowniczą, ale wicedyrektor i tak ma większą swobodę niż dyrektor. Przed nami wiele wyzwań.

ZOBACZ TAKŻE