Kibicom zebranym na trybunach hali Zatoki Sportu Politechniki Łódzkiej spotkanie mogło podobać się od samego początku. Pierwsze akcje były na tyle wyrównane, że wydawało się, że mecz rozstrzygną drobne błędy i pojedyncze akcje. Po upływie pięciu minut ŁKS KK Łódź zaczął jednak delikatnie odskakiwać, choć do zakończenia pierwszej kwarty różnica urosła do zaledwie pięciu punktów.
Wyrównaną koszykówkę przyniosła także druga odsłona, po zakończeniu której nieco więcej powodów do radości miały zawodniczki Widzewa. Na przerwę oba zespoły schodziły jednak z czteropunktowym prowadzeniem Ełkaesianek.
- ZOBACZ TAKŻE: Nokaut w Rzeszowie. PGE Budowlane Łódź wracają na tarczy
Syndrom trzeciej kwarty
O wyniku meczu mogła zadecydować, a jakże, trzecia kwarta. W jej trakcie na parkiecie był właściwie tylko jeden zespół. Biało-Czerwono-Białe wrzuciły bowiem wyższy bieg i praktycznie zmiażdżyły rywalki. Na tyle, że przed czwartą częścią spotkania miały już szesnaście punktów przewagi.
Widzew jednak się nie poddał i zaserwował dużą dawkę emocji. Na dwie minuty przed końcem Czerwono-Biało-Czerwone zdołały wyrównać wynik, ale na więcej nie było ich stać. ŁKS dorzucił cztery punkty i pierwszy mecz padł łupem podopiecznych Piotra Zycha.
Rewanż w Hali Parkowej odbędzie się w sobotę, 25 kwietnia o godz. 18:00.
ŁKS KK Łódź - Widzew Łódź 78:74 (26:21, 20:21, 20:8, 12:24)
